REKLAMA
REKLAMA

Mrużąc oczy: 38. kolejka Serie A

dodał: Tomasz Lubczyński  |  źródło: SerieA.pl  |  29.05.2017 18:25
Dlaczego mrużąc oczy? Bo jestem ślepy i często mrużę, gdy coś oglądam. A zazwyczaj widzę życie, które jest zbyt poważne, podobnie sprawy mają się z futbolem. Na szczęście piłka na Półwyspie Apenińskim często sprawia, że nie pozostaje nam nic innego, jak uśmiechnąć się i z politowaniem pokręcić głową. Jako wnikliwy, niestrudzony, masochistyczny i nieskromny obserwator calcio, chciałbym Was zabrać w zakręconą podróż po stadionach Serie A i w krzywym zwierciadle podsumować wydarzenia z tej kolejki. Nie zapinajcie pasów i nie regulujcie monitorów – to i tak nie pomoże.


BARDZO ISTOTNA INFORMACJA NA SAMYM DOLE TEKSTU!

IDZIE NOWE
Mecz w Bolonii był przykładem bardzo częstego zjawiska w 38. kolejce Serie A, a mianowicie pikniku. Tak w skrócie można podsumować ponad połowę starć w ramach finalnego weekendu z włoską ekstraklasą. Niemal nikt nie musiał się starać, wszyscy myślami byli na wakacjach, a Juventus wyraźnie wybiegał już do przodu i starcia o puchar Ligi Mistrzów z Realem.

Bezsprzecznie bowiem to będzie starcie kluczowe, wynik z Bologną był w tym wypadku nie drugo, ale nawet trzeciorzędny. To właśnie z Królewskimi przyjdzie bianconerim pokazać, na co ich stać i dać z siebie 210 procent. Bo z Bologną zagrali maksymalnie na 60. A i tak wygrali, co wiele mówi o tej ekipie.

Wystarczy bowiem mieć kilka indywidualności, by niemal zawsze przeważyć pojedynczym zrywem szalę na swoją korzyść. W niedzielę taką sobą był Miralem Pjanic, który ponownie potwierdził, że mało jest piłkarzy z równie dobrą wrzutką. Bez jego dogrania nie byłoby trafienia Keana – najpóźniej urodzonego strzelca gola w historii Serie A (przez niecałe 24 godziny). Miło jednak widzieć, że chłopak w końcu trafił do siatki i talent zyskuje potwierdzenie czymś namacalnym.

Innym debiutantem był bramkarz Audero. Zbyt wiele roboty nie miał, przy golu Taidera był bez szans. Prawdopodobnie nawet Gigi Buffon by sobie z nim nie poradził. Inna sprawa, że trzeci bramkarz Starej Damy nie może liczyć na zbyt wiele w najbliższych latach – w bramce jest miejsce tylko dla jednego. Podobnie jak najładniejszy gol w spotkaniu może być tylko jeden i tym razem zasłużyło na to miano trafienie wspomnianego już Taidera. Przypomina się… Del Piero.

A skoro już o napastniku Juve mowa, to przejdźmy do Paulo Dybali. Strzelił kolejnego gola w Serie A – 46, łącznie z tym, co uzbierał w Palermo. Wiecie, że 45 z nich Argentyńczyk zdobył lewą nogą? To się nazywa jednonożność, z której jednak Paulo zdaje sobie sprawę i przyznaje, że pracuje nad włączeniem prawej kończyny dolnej do gry. Co to będzie, jak już nauczy się kopać obiema, skoro teraz jest tak dobrze? Strach pomyśleć.

Warto nadmienić, że niedawno zmarł 54-letni były sędzia Stefano Farina, dla którego zarządzono w ostatniej kolejce sezonu minutę ciszy przed wszystkimi meczami.

PS Piękne koszulki ekipy gospodarzy na 90-lecie stadionu Dall’Ara. Niemal przebijają te upamiętniające katastrofę Grande Torino.




GDZIE PAPU, TAM ATALANTA
Naprawdę nie wiem, gdzie znajdowałaby się drużyna z Bergamo, gdyby nie Alejandro Gomez. Na pewno nie byłyby to jednak europejskie puchary, a tym bardziej czwarte miejsce na koniec sezonu. A jak się okazało po meczu w Crotone, gol na 1:0 i komplet punktów dla La Dea sprawił, że to właśnie ten klub finiszował tuż za podium, na miejscu, które kilka dobrych lat temu dawało Ligę Mistrzów i które zresztą już wkrótce ponownie będzie przepustką do międzynarodowego raju.

72 punkty na koncie na zakończenie sezonu to wynik wspaniały, niebotyczny, nieosiągalny i nierealny zdawałoby się dla drużyny z Bergamo. A jednak, niemożliwe nie istnieje, o czym zresztą co nieco do powiedzenia będzie miało jeszcze, wspomniane już, Crotone. Wiecie ile, wracając do bohaterów obecnych akapitów, Atalanta uzbierała w poprzednich rozgrywkach? Zaledwie 45 punktów, sześć nad strefą spadkową. Rok wcześniej? Śmieszne 37, o krok od spadku. To się nazywa przepaść.




Co do Papu Gomeza zaś się tyczy, to może on być twarzą nie tylko drużyny z tego sezonu, ale również letniej wyprzedaży Atalanty. Niestety, ale patrząc na skład sensacji rozgrywek we Włoszech nie sposób nie uśmiechnąć się gorzko - to jest jedenastka warta ponad sto milionów euro. Sto milionów, które pewnie zostaną upłynnione podczas zbliżającego się mercato. Czy tego chcemy, czy nie. Czy podoba się to Gasperiniemu, czy nie. W jego rękach i włodarzy klubu odpowiednie pokierowanie transferami. Największych na pewno nie utrzymają, szczególnie że z niewolnika nie będzie pracownika. Ale ktoś musi zostać, by było kim wojować w Europie. A luki? Luki wypełni się młodzieżą. tej pod dostatkiem w akademii.

PS Nie tylko Francesco Totti kończył karierę/odchodził po wielu latach z drużyny. W Atalancie takie pożegnanie w sobotę czekało Raimondiego oraz Migliaccio. Ten drugi, gdy wszedł na boisko w drugiej połowie, nie był w stanie powstrzymać wzruszenia - grał i szlochał. Dosłownie.

TYPOWY MILAN
Rossoneri do starcia na Sardynii podchodzili bez żadnych emocji, pewni swego. Szóste miejsce już zapewnione, niezły sezon za nimi. Tak, to był naprawdę przyzwoity sezon w wykonaniu mediolańczyków. Wiem, że kibice chcieliby więcej, ale spójrzmy prawdzie w oczy - po trzech latach ekipa z San Siro wyszła z europejskiego niebytu i powalczy o fazę grupową Ligi Europy. Mało tego, ekipa Vincenzo Montelli wyrwała póki co jako jedyna w tym roku trofeum Juventusowi. Nie ważne, do jakiej rangi obecnie należałoby przyrównać mecz o Superpuchar Włoch. To wciąż prestiż, szczególnie przeciwko Starej Damie.

Na Sant Elia byliśmy świadkami niezbyt ciekawego spotkania do końcowych minut. Najbardziej podobała mi się wystawa talentów, jaką mogliśmy zaobserwować. Wiadomo, ostatni mecz w sezonie często jest okazją do wystawienia głębokich rezerwowych. I tak w Cagliari poznaliśmy młodego Crostę - bramkarza, który wywodzi się z akademii Milanu i który trenował tam wspólnie z Donnarummą. Chłopak wybronił rzut karny Carlosa Bakki w swoim debiucie w Serie A. Poprzednim golkiperem, który zatrzymał kogoś z jedenastki w debiucie był... bramkarz Milanu Diego Lopez w 2014 roku.

Innym, który pokazał się z bardzo dobrej strony u gospodarzy był Koreańczyk z północy, Kwang-song Han. Napastnik Cagliari dwoił się i troił, nawet strzelił gola z minimalnego spalonego. Widać w nim spory potencjał, umie grać w piłkę, ma niezłą technikę, ale jednocześnie pokazał w niedzielę, dlaczego Rastelli woli stawiać na starych Borriello i Sau. Wygrywają oni doświadczeniem, wyrachowaniem i spokojem pod bramką przeciwnika. Ale na szczęście - tego można się nauczyć.

Ostatecznie miejscowi zwyciężyli po golu w samej końcówce. Do siatki trafił Pisacane, który jeszcze kilka lat temu miał większe zmartwienia niż gra w piłkę. facet nie wiedział, czy będzie w ogóle chodził, a wczoraj strzelił zwycięskiego gola dla Cagliari, które tym samym pokonało Milan po raz pierwszy od 19 lat! A to ci dopiero historia, szczególnie że miało to miejsce w ostatnim pojedynku na Sant'Elia, które zostanie zburzone po sezonie, by na zgliszczach zbudować nową siedzibę klubu.

Ciekawe jednocześnie jest to, czy dla Donnarummy był to ostatni mecz w bramce Milanu. Ultimatum nowego kontraktu lub trybun w przyszłych rozgrywkach jest w moim odczuciu nie fair, tym bardziej, że nie mam wątpliwości, że to Mino Raiola miesza dzieciakowi w głowie wielkimi pieniędzmi i trofeami. Nie wiem natomiast, co siedzi w głowie Gabriela Paletty, którego czerwona kartka była dopełnieniem i podsumowaniem sezonu rossonerich. Piąta w obecnych rozgrywkach ligowych, to wyrównany rekord wszech czasów. W czymś trzeba się wyróżniać...

PS Każdy ma swoje pożegnania, ponownie - nie tylko Totti, na Sardynii z Milanem pożegnał się bowiem Keisuke Honda. Na do widzenia otrzymał kapitańską opaskę. Miły gest.

WALKA O WICEMISTRZOSTWO
Teraz przechodzimy do trochę innego trybu. Mecze Napoli i Romy, rozgrywane o tej samej porze, można rozpatrywać pod kilkoma kątami, więc nie będą opisywane osobno, ale wspólnie. Rozbite na dwa człony. Pierwszym jest walka o drugie miejsce w tabeli.

Fenomenalna walka, warto dodać. Co tu dużo mówić, obie ekipy w ostatniej kolejce dostarczyły spory ładunek emocji i do samego końca nie wiedzieliśmy, kto zgarnie wicemistrzostwo. To znaczy, Napoli zrobiło swoje i robiło od początku - nie pozostawiło złudzeń Sampdorii, którą ograło pewnie 4:2. Drużyną stopniującą emocje okazała się AS Roma, która grała z tą teoretycznie gorszą połową Genui. Mimo to Genoa wyszła na prowadzenie po golu urodzonego w 2001 roku Pellegriego (sorry, Kean!), a później zdołała wyrównać na 2:2.

Minuty mijały, a wciąż utrzymywał się remis, który cieszył wszystkich w Neapolu. W końcu jednak, w 90 minucie spotkania padł gol na 3:2 dla Romy i całe Stadio Olimpico eksplodowało radością. Do siatki trafił Diego Perotti, który wybrał idealny wręcz moment, by zdobyć pierwszą bramkę w sezonie nie z rzutu karnego.

Tak więc drugie miejsce pozostało w Rzymie, a Roma może cieszyć się z rekordu punktowego na koniec rozgrywek. Nigdy giallorossi nie zgarnęli do tej pory aż 87 "oczek", co musi cieszyć, ale i smucić. Podobnie ma się sprawa w przypadku finiszującego o włos za rzymianami Napoli. Obie ekipy osiągnęły doskonałe wyniki, ale przyszło im mierzyć się z ekipą z innej planety. Juventus sprawia, że najlepsze drużyny azzurrich i giallorossich muszą cieszyć się z drugiego i trzeciego miejsca, podczas gdy powinny bić się o Scudetto.

Obie strzeliły 90+ goli w sezonie, Napoli swoimi 94 trafieniami uzyskało rezultat najlepszy w Serie A od 58 (!) lat, co jest wynikiem niebywałym. Nie bez powodu zresztą nazywa się tę ekipę drużyną Playstation. Jednakże również podopiecznym Luciano Spallettiego trzeba oddać, że wytrzymali napór rywala i utrzymali miejsce za Juve, dzięki czemu zagrają już na pewno w fazie grupowej LM.

Co by jednak nie pisać - OGROMNE BRAWA dla każdego z zespołów. Kto wie, może w przyszłym sezonie się uda?

WALKA O KRÓLA STRZELCÓW
Równie ciekawa, co potyczka o miejsce w tabeli, była batalia o koronę króla strzelców. Na pole position przed ostatnią kolejką był Edin Dzeko i Bośniak pozostał na prowadzeniu do samego końca. Widać było, jak bardzo mu zależy na zwycięstwie w klasyfikacji - w pierwszej połowie miał tyle okazji, że gdyby wykorzystał wszystkie, to co najmniej wyrównałby ubiegłoroczny wynik Gonzalo Higuaina. Kiedy jednak Romie nie szło i wicemistrzostwo wymykało się drużynie z rąk, napastnik zmienił priorytety, zaczął grać dla ogółu. To on asystował przy obu golach rzymian w drugiej połowie, co chyba najlepiej podsumowuje jego występ i cały sezon.

Wszyscy się z niego śmiali, ja również, ale Bośniak pokazał to, co wiedziało wielu kibiców City - to snajper rasowy, który żyje z podań, a tych mu w Rzymie dostatek. Przejrzałem szybko poprzednie wydania "Mrużąc oczy..." z tego sezonu i, cholera, bardzo długo wzbraniałem się, by uwierzyć, że Bośniak faktycznie zdobędzie koronę króla strzelców. Z drugiej jednak strony - mówimy o człowieku, który w zakończonych właśnie rozgrywkach partolił takie okazje:



To jednak on okazał się najbardziej konkretny na finiszu i trafiał regularnie, czego nie można powiedzieć o Andrei Belottim, który w pewnym momencie się zaciął. Skończył z 26 golami, co i tak jest fenomenalnym wynikiem, podobnie jak 28 bramek Mertensa. Zresztą, to pierwszy od ponad półwieku przypadek, w którym sześciu piłkarzy uzbierało ponad 20 bramek w sezonie.

Dość napisać, że szósty w klasyfikacji Ciro Immobile zaliczył rekordowy sezon pod względem goli. Do siatki trafiał 23 razy, zdobycie korony króla strzelców w 2013/2014 zapewniły mu 22 bramki. Ot, perspektywa.

KONIEC TOTTIEGO
Francesco Totti zakończył karierę. Wszedł na boisko w drugiej połowie meczu z Genoą i zagrał niezłe 40 minut. Nie zaważył na wyniku, zabrakło kropki nad i, jakiegoś gola na wagę kompletu i wicemistrzostwa Romy. Ale nie zmienia to podstawowego faktu - kończy się pewna epoka. Odchodzi zawodnik, który nie tylko jest legendą światowej piłki. Odchodzi jeden z ostatnich reliktów, piłkarzy wiernych ponad wszystko. Wiedział, że z giallorossimi nie będzie zdobywał masowo trofeów, miał oferty z całego świata, ale został.

Jednocześnie nie możemy zapominać, że przy okazji żegnania wielkiego piłkarza, żegnamy często bardzo małego człowieka. Oj, tak... boiskowe chamstwo nie było Frankowi obce. Co to, to nie. Często puszczały mu nerwy, nawet w już podeszłym piłkarsko wieku. Taki jego urok.

Nigdy nie pogodził się do końca z marginalizacją swojej roli w Romie w ostatnich sezonach. Szczególnie, że gdy wchodził na boisko, pokazywał, że wciąż jest nie tylko ikoną, ale również talizmanem - ratował tyłek drużynie i Spallettiemu nie raz i o ile mówi się, że piłkarz nigdy nie może być stawiamy ponad drużynę, to on w oczach kibiców giallorossich wielokrotnie był.

Bo to ktoś więcej niż tylko piłkarz. To Il Capitano. Ostatni z wielkich grających w polu. Legenda, ikona, król. Zegnaj, Franciszku!




SZCZELANINY...
...miały miejsce na koniec sezonu w Mediolanie i Torino. W miły sposób rozczarowujące sezony zakończyły Inter i Torino. Obie drużyny celowały w coś więcej, obie zawiodły. Inter miał bić się nawet o Ligę Mistrzów, tak zdawało się w pewnym momencie, po przejęciu drużyny przez Stefano Pioliego. W końcu jednak coś się zatrzymało, zębatki przestały zaskakiwać i kręcić trybami. Wszystko rozpoczęło się od magicznej już wygranej 7:1 nad Atalantą. Tak, tą samą Atalantą, która właśnie świętuje czwarte miejsce w tabeli. Lanie dało La Dea skrzydła, a odebrało je Interowi. Ekipa z ogromnymi inwestycjami przed sezonem skończyła jako siódma siła Serie A.

Przynajmniej rozbiła gładko Udinese 5:2 i to bez Mauro Icardiego w składzie. Tak a propos, to będzie bardzo ciekawe mercato w Mediolanie. Czy wyżej wymieniony będzie chciał zostać w klubie bez europejskich pucharów? Czy Perisicia skusi oferta Manchesteru United? Czy Gabigol dostanie w końcu szansę, czy raczej zostanie wypożyczony? A co z Handanoviciem? Pytania się mnożą, nie mogę się doczekać odpowiedzi.

Niemal równie ciekawie może być z Torino, które rozniosło Sassuolo 5:3, pokazując tym samym idealne podsumowanie swojego sezonu - fatalnie w defensywie i kosmicznie w ataku. Wciąż podtrzymuję swoje zdanie - przy utrzymaniu piłkarzy z przodu i stworzeniu namiastki sensownej obrony sprzed paru lat, w Turynie może o europejskie puchary powalczyć nie jedna, a dwie drużyny.

Jak będzie - zobaczymy, może skończyć się bowiem tak, że odejdzie Belotti i będzie kicha. Pożyjemy, zobaczymy.

DRĄGOWSKIEGO DEBIUT...
...miał miejsce w tej kolejce Serie A. Polak wpuścił dwie bramki i niewiele więcej można o jego występie napisać. Przy golach nie miał nic do powiedzenia, poza nimi nie miał zbyt wiele roboty. We Florencji niewiele się działo, zakończyło się remisem, a ponownie najciekawsze jest to, co poza boiskiem.

Wiele wskazuje na to, że w cień usunie się Della Valle i trudno powiedzieć, co dokładnie ma to znaczyć dla Violi. Jedno jest pewne - florentczyków czeka w lecie czystka i przebudowanie składu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie i jakie będzie to miało skutki dla drużyny. Bez inwestycji pozostaną bowiem tym, czym są - drużyną na środek tabeli, bez ambicji na nic więcej. Smutne, ale prawdziwe.

Co zaś się tyczy Pescary, to zasłużenie wraca do Serie B, bo była zdecydowanie najgorszą ekipą sezonu - najwięcej straconych bramek, najmniej zdobytych punktów. Na Adriatico miano jakiś plan, może i sensowny, ale szybko posypał się wraz ze zdrowiem kolejnych wiekowych obrońców. Zaledwie trzy wygrane w sezonie, takie dokonanie musi mówić samo za siebie.

Tylko Zdenka Zemana żal, że to jemu zapisze się na koncie spuszczenie drużyny do Serie B. Czech ma jednak zamiar pozostać w Pescarze na dłużej i zrobić to, co już kiedyś mu się udało - awansować z Delfinami do ekstraklasy. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć powodzenia!


WALKA O UTRZYMANIE
Niebywałe. Stało się, niemożliwe nie istnieje. Crotone zostaje w Serie A, Empoli spada do Serie B. Pamiętacie sami, że byłem niedowiarkiem. Nie potrafiłem uwierzyć w drużynę Nicoli niemal do samego końca. Ba! Nawet przed tą kolejką w zapowiedziach stawiałem raczej na obopólny remis i zachowanie statusu quo. Futbol po raz kolejny pokazał jednak swoją lepsza, romantyczną twarz. Pokazał, że warto chcieć i wierzyć, a wyrachowanie nie popłaca. Empoli miało bowiem wszystko swojej stronie i gdyby tylko Krunic był nieco bardziej skuteczny tego wieczoru, to może nie miałbym specjalnie o czym teraz pisać.

Problemem Crotone było bowiem to, że nawet przy wysokim 3:1 z Lazio, wystarczyła jedna bramka Empoli na 1:0, by zniweczyć wszystko. Stąd też nie może dziwić wielka wrzawa na Ezio Scida po golach dla Palermo. Ludzie z radiami wyczekiwali na informacje Renzo Barbera. Gdy okazało się, że wszystko się powiodło, stadion eksplodował. Kto by pomyślał, że to możliwe? Na pewno nie ja, na pewno nie Martusciello z Empoli. Jednak się udało i cieszy mnie to niezmiernie, bo pokazuje, że nie tylko pieniądze liczą się w piłce, czasem kopciuszek, który pierwsze mecze nie mógł nawet rozgrywać na swoim stadionie, może stanąć naprzeciw losowi i pokazać, że sam jest sobie panem i wyznacza kierunek, w którym zamierza podążać.




Nie będę tutaj przytaczał fenomenalnych statystyk ostatnich tygodni drużyny Crotone, chcę bowiem spojrzeć jeszcze na sekundę na Empoli, nim ekipa z Carlo Castellani zniknie nam na dłuższy czas z radarów. Dwa lata udawało się wbrew losowi i rozbiorom utrzymać w Serie A. Mało kto dawał szanse Sarriemu, niewielu stawiało na Giampaolo, a chyba nikt nie stawiał na Martusciello. Był bardzo bliski osiągnięcia większego niż obaj wymienieni powyżej. Bo oni mieli przynajmniej kim grać, a Giovanni poza Skorupskim nie miał właściwie nikogo. A w niedzielę również z Polaka - opłakującego śmierć ojca - skorzystać nie mógł.

Fatalna defensywa pomogła naszemu rodakowi wybić się do czołówki bramkarzy Serie A, ale to nawet nie problemy z tyłu sprawiły, że żegnamy właśnie azzurrich. To słabość z przodu, brak goli sprawiły, że ten zespół jest, gdzie jest. Ostatnim gwoździem do trumny było tak naprawdę styczniowe odejście Riccardo Saponary. Opoki, na której do tej pory opierała się wiara w utrzymanie - rok w rok. Teraz jednak czas na drugoligową banicję i jedyna nadzieja ekipy Martusciellego na tym, że zgarną niezłą kasę ze spadochronu, czyli sporych pieniądzach wypłacanym spadkowiczom przez federację.

PS BRAWO CROTONE! Od dzisiaj, gdy pomyślę, że coś jest niemożliwe, że nie dam rady... POMYŚLĘ O REKINACH ;)

PPS Ciekawostka na koniec - Fulignati, bramkarz Palermo w tym spotkaniu... urodził się w Empoli i jest wielkim fanem drużyny z Carlo Castellani. To się nazywa rozdarte serce.
________________________________________________

To był wspaniały sezon, pełen ciężkiej pracy i setek tysięcy znaków. Przed jego rozpoczęciem za cel postawiłem sobie nie opuszczenie żadnej kolejki ligowej i z przyjemnością i dumą mogę powiedzieć, że udało się. 38. kolejek, 38 odsłon „Mrużąc oczy…”. Choć przyznaję, czasem nie chciało mi się pisać, czasem miałem dość i chciałem wszystko rzucić w cholerę. Wytrwałem jednak. Nie wiem natomiast, czy chcę, czy stać mnie na kolejny rok tak wytężonej harówki, szczególnie że mam coraz więcej innych obowiązków zawodowych.

Od początku założenia cyklu były takie – ma być to przyjemność dla mnie i dla Was. Jak już pisałem – bywały momenty, że w moim przypadku tej przyjemności brakowało. Mam nadzieję, że nie dało się tego wyczuć w jakości „produkowanego” materiału.

Niemniej  - na ten moment ZAWIESZAM „Mrużąc oczy…”. O ile nic się nie zmieni, w przyszłym sezonie podsumowania nie będzie. Oczywiście, nigdy nie mów nigdy. Tym bardziej że Serie A od przyszłych rozgrywek zawsze będzie kończyć się w poniedziałek, co proces pisania podsumowania wyraźnie ułatwiało do tej pory.

Jednakże o niczym innym tak nie marzę, jak o wolnym weekendzie. Nawet pracującym, ale bez tego ciężaru – musisz usiąść i napisać. Na poniedziałek rano. Wszyscy czekają. Tak, moi drodzy. Wpadłem w pułapkę własnego perfekcjonizmu i oczekiwań czytelników. Już nawet pomijam błędne koło 50 i więcej tysięcy znaków, bo z tego sam się wyleczyłem jakiś czas temu. Długość, jak to mówią, nie jest kluczowa ;)

O tym, że po obecnych rozgrywkach kończę z "Mrużąc oczy..." myślałem już od stycznia-lutego. Nie ukrywam, że swoje podejście i samą decyzję zmieniałem wielokrotnie na przestrzeni tego czasu. Myślałem o wielu sposobach kontynuowania cyklu, nawet o Patronite.pl, dzięki któremu mógłbym nawet rozszerzyć dotychczasową działalność. Później pomyślałem jednak - kto by mi z własnej kieszeni za pisanie zapłacił?! Oprzytomniałem.

Co by miało się nie zdarzyć w przyszłym sezonie – BARDZO DZIĘKUJĘ za te dziewięć miesięcy, jak i cały poprzedni sezon. To była świetna przygoda i doskonała praca warsztatowa dla mnie. Na żywym organizmie uczyłem się, gdzie są granice, a później je przekraczałem. Cotygodniowe podsumowania bezsprzecznie pogłębiły moją wiedzę o calcio – niewiele jest osób w Polsce, które tak dokładnie śledziły te rozgrywki w tym roku.

To była świetna przejażdżka, na pewno się jeszcze kiedyś spotkamy. Trzymajcie się! ;)

Na koniec kilka statystyk (pomijających powyższe podsumowanie):

37 tekstów, 167 tysięcy wyświetleń łącznie, średnio wypada 4,5 tysiąca wejść na każdy tekst. Dla porównania, w ubiegłym sezonie mieliśmy średnio ok. 3 tysiące co weekend.

Nie mam dokładnych wyliczeń wszystkich zapisanych znaków, ale bezpiecznie licząc (najpewniej sporo zaniżając) liczba ta spokojnie przekroczyła milion. Czas na odpoczynek ;)

PS (02:40) Właśnie dodałem podsumowanie i zdałem sobie sprawę, że może to być ostatnia odsłona cyklu. Cyklu, który był dla mnie bardzo ważny, pomógł mi na wielu płaszczyznach i dał do zrozumienia, że warto się starać. Warto niedosypiać, oglądać dziesiątki meczów, przeglądać setki stron w poszukiwaniu informacji. Wiem, że stworzyłem, my stworzyliśmy coś niepowtarzalnego na łamach "Mrużąc oczy..." i chcę, byście wiedzieli, że to nie była łatwa decyzja. W żadnym wypadku. Cholera... wzruszyłem się. Ja dorosły facet, popłakałem się z powodu kilku tekstów, paru zdań. Dopiero do mnie dotarło, że to już koniec i że to wszystko było dla mnie cholernie ważne, stało się częścią mojego życia. Nieodłączną. Czy akurat pisałem z przyjemnością, czy też męczyłem się i psioczyłem na czym świat stoi.

To był istotny element mojego życia i mam nadzieję, że choć w małej części "Mrużąc oczy..." było ważne dla Was ;)
____________________

Więcej moich przemyśleń możecie znaleźć na mojej stronie na Facebooku (tutaj również daję znać o jakichkolwiek opóźnieniach) i na Twitterze. Wbrew pozorom praca zawodowa na „Mrużąc oczy…” się nie kończy!

PS Wypociny niepiłkarskie do zobaczenia tutaj. Również zapraszam :)

OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 22 komentarzy

Piccolo181 | 29.05.2017 06:47

Dziekuje za swietna robote. Bardzo fajnie sie czytalo twoje artykuly. Widac bylo progres. Pozdrawiam i mam nadzieje ze jeszcze do tego wrocisz.

Piccolo181 | 29.05.2017 06:51

Dziekuje za swietna robote. Bardzo fajnie sie czytalo twoje artykuly. Widac bylo progres. Pozdrawiam i mam nadzieje ze jeszcze do tego wrocisz.

satriani123 | 29.05.2017 09:14

Małe sprostowanie odnośnie przestrzelonej pustej bramki Dzeko z filmiku - to działo się w zeszłym sezonie a nie obecnym :):)

TLubczynski | 29.05.2017 09:57

@satriani123 - słuszna uwaga, znalazło się jednak również coś z tego sezonu :)

@Piccolo181 Cieszą mnie te słowa, dziękuję ;) I... nigdy nie mów nigdy!

michal_juve | 29.05.2017 10:35

Crotone okupowało miejsca spadkowe od 2 do 37 kolejki - to chyba jeszcze bardziej dobitnie pokazuje jak niezwykłe jest to utrzymanie się w elicie:)

Meryl72 | 29.05.2017 10:50

Przyjemnie się czytało, doceniam wkład pracy oraz traktowanie i pisanie o moim klubie bez stereotypów i generalnie z pominięciem złej prasy.
Nasz sezon ligowy skończył się w meczu z Sampdorią, reszta była wyczekiwaniem na finał CI oraz sparingami, w których najważniejsze było, żeby nikt się nie połamał przed wakacjami. Generalnie jestem zadowolony z tej kampanii i z umiarkowanym optymizmem patrzę w przyszłość naszej drużyny (mercato, supercoppa).
Juve gratuluję mistrzostwa oraz pucharu, o Tottim nie będę wiele pisał, bo moje zdanie pokrywa się dość mocno z tym co napisali IRR, natomiast niewątpliwie przez większość kariery prezentował wysoki poziom i jako rywala będzie mi go wybitnie brakowało. Klubom mediolańskim nowych właścicieli nie gratuluję, wdł mnie to zły krok zarówno dla tożsamości, historii oraz przyszłości tych ekip oraz włoskiej piłki, ale może nie będzie tragedii.

Pozdrawiam serdecznie.

del_greg | 29.05.2017 11:31

@TLubczynski  - dziękuję, czytałem co tydzień. Świetna robota.

jabko | 29.05.2017 11:38

Dzieki Tomek za cały cykl, świetnie się czytalo i na pewno będę jedną z tych osób której będize mrużąc oczy brakowało.
Niestety doba ma tylko 24 godziny i czasami trzeba trochę przystopować, żeby doszczętnie się nie wypalić i do końca nie stracić radochy z tego się robi - mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś od Ciebie o Serie A do poczytania;)

arkonjuve | 29.05.2017 12:11

Dzięki za "mrużąc oczy".
Świetnie się czytało te podsumowania ;)

DaHorse_ACM | 29.05.2017 12:18

Tomaszu, mój Ty Tomaszu!!

Wielkie dzięki za te wszystkie teksty, ciekawostki, relacje z tych wszystkich meczów, których nie widziałem - taka lektura z pewnością dodaje głębi śledzeniu SerieA, bo oglądamy zazwyczaj swoje ekipy i jakieś pojedyncze hitowe spotkania, przez co wiele nam umyka. Dzięki Tobie mieliśmy pełny obraz ligi. Mam nadzieję, że w takiej czy innej postaci będziesz dalej nam dawał tą radość.

Pozdrawiam i udanych wakacji życzę! ;)

ciro85 | 29.05.2017 12:43

Wielkie dzieki za caly cykl,  bedzie mi go bardzo brakować.

Push3k | 29.05.2017 13:16

Świetna robota. Pojawi się też jakieś podsumowanie całego sezonu?

Odet | 29.05.2017 14:13

Dziękuję Tomku za fantastyczne "Mrużąc Oczy".
Pozdr.

Prostytucjusz | 29.05.2017 14:16

Dzięki Tomku za świetną serie. Zawsze z ogromną przyjemnością czytałem Twoje teksty od deski do deski.
WIELKIE DZIĘKI! :)

sztEFFEn | 29.05.2017 20:35

Witam fanów Calcio,
Choć mój zespół dopiero mozolnie walczy o powrót na salony Serie A, to z ligą jestem od wielu lat. Totti, choć od boiskowego chamstwa nie stronił, wielkim piłkarzem był, a za przywiązanie do klubowych barw należy mu się dożywotni szacunek. Nie oglądam zbyt wiele meczów Romy, ale wczorajszego nie mogłem przegapić. Oprócz emocji do ostatniej chwili i ambitnej postawy Genoi, największe emocje wzbudziło jednak pożegnanie Capitano. Osoba odpowiedzialna za stronę muzyczną powinna dostać solidną premię. Było wzruszająco i budująco. Właśnie tu mam do Was pytanie. Czy ktokolwiek wie, co to za symfonia leciała zaraz po Eltonie Johnie? Czy to był Ennio Morricone, a jeśli tak, to czy ktoś z Was zna tytuł? Będę wdzięczny.
Moment od minuty 7:18
https://www.youtube.com/watch?v=h XKlUGFj-ZY

Klemens | 29.05.2017 22:44

@ sztEFFEn

Podany przez Ciebie link nie działa, ale po Eltonie Johnie (gdzieś tak pół minuty po) faktycznie ma miejsce utwór Ennio Morricone z "Misji" (piąty utwór z tej płyty - http://www.empik.com/the-very-best- of-ennio-morricone-morricone-ennio, 35580,muzyka-p). Ale może chodziło Ci o fragment instrumentalny pomiędzy.

sztEFFEn | 29.05.2017 23:30

Klemens, dzięki za próbę pomocy, ale właśnie chodzi mi o ten fragment instrumentalny pomiędzy, który trwa minutę z drobnym hakiem.

PS. Link działa, tylko trzeba usunąć jedną spację przed X :)

dostojnyfarmata | 30.05.2017 08:09

Liczę, że Tomek z "Mrużąc oczy" wróci prędko niczym Ranocchia do Interu :)

Nunino | 30.05.2017 11:17

Szkoda, ale i dzieki za ten sezon. Naprawde fajnie sie czytalo i gratuluje ciekawego podejscia do tematu. Mam nadzieje, ze na nastepny sezon cos sie uda i dalej bedziemy miec przyjemnosc czytania twoich artykulów. Z toba poniedzialki byly lepsze !!!

sztEFFEn | 30.05.2017 21:11

@ Klemens

Eureka! Już nie ma problemu. Symfonia znaleziona i oczywiście autorstwa Ennio :)

TLubczynski | 31.05.2017 21:24

Do wszystkich - dziękuję za słowa otuchy, podziękowań. To ja Wam dziękuję ;)

W tym momencie trudno powiedzieć co będzie, a że nie chcę być gołosłowny, albo nie uprzedzić wcześniej - projekt ZAWIESZAM.

Ale z Goal.pl nie odchodzę, więc wciąż tu jestem :)



seriea.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy