REKLAMA
REKLAMA

Mrużąc oczy: 28. kolejka Serie A

dodał: Tomasz Lubczyński  |  źródło: SerieA.pl  |  14.03.2017 11:51
Dlaczego mrużąc oczy? Bo jestem ślepy i często mrużę, gdy coś oglądam. A zazwyczaj widzę życie, które jest zbyt poważne, podobnie sprawy mają się z futbolem. Na szczęście piłka na Półwyspie Apenińskim często sprawia, że nie pozostaje nam nic innego, jak uśmiechnąć się i z politowaniem pokręcić głową. Jako wnikliwy, niestrudzony, masochistyczny i nieskromny obserwator calcio, chciałbym Was zabrać w zakręconą podróż po stadionach Serie A i w krzywym zwierciadle podsumować wydarzenia z tej kolejki. Nie zapinajcie pasów i nie regulujcie monitorów – to i tak nie pomoże.

90+4+3= JUVE WIN, LOL
Rigore per la Juve – głosi stare, włoskie ludowe porzekadło. Znaczenie jest banalnie proste – jeśli twoja wiara będzie wystarczająco mocna, zawsze możesz liczyć na pomoc siły wyższej.

Taki tam żarcik na start, dla rozluźnienia atmosfery. Bo i ta musi być gęsta. Działo się w Turynie w piątek i nikt nie powie, że sędzia się popisał. Nawet ja muszę zająć stanowisko. Arbiter mylił się na lewo i prawo, a choć sam karny dla Juve moim zdaniem podyktowany prawidłowo, a przynajmniej decyzja sędziego do obrony, to nie zmienia to jednego faktu – na miejscu Starej Damy wolałbym ten mecz zremisować. Dla świętego spokoju. Niewiele zmieniłoby to poza przerwaniem serii zwycięstw u siebie, w tabeli wciąż mieliby bianconeri bezpieczną przewagę, a przynajmniej nikt by nie narzekał, nikt nie gadał.

A tak, nie liczy się, że Mistrz Włoch był drużyną pod każdym względem lepszą. Że arbiter machnął się też przeciwko Starej Damie. Bez znaczenia pozostaje fakt, iż gdyby nie Donnarumma, to na długo przed doliczonym czasem gry nie byłoby czego zbierać. Na tapecie jest jedynie siedem doliczonych do regulaminowego czasu minut, a dokładniej 30 sekund po zakończeniu czwartej z nich i podyktowanie jedenastki dla gospodarzy. Nie możemy jednak zapominać, że sędziowie najczęściej doliczają do dodatkowych minut to wszystko, co je zakłóca. Tak jak czerwona kartka Sosy i jego zejście z boiska. Plus-minus 30 sekund. Stąd i cała sytuacja. Bo fakt, że mecz ostatecznie zakończył się po siedmiu minutach chyba nikogo nie dziwi – wszak dyskusje przy linii końcowej nie miały końca.

I nie dziwi mnie frustracja Donnarummy, który po meczu był wściekły, w wywiadach mówił, że „to nie możliwe, to zawsze są oni”. Nie dziwi mnie złość kibiców rossonerich, bo porażka w takich okolicznościach boli o wiele bardziej niż gładkie 1:3 w trakcie 90 minut. Milan jeszcze nigdy nie wywiózł punktów z J-Stadium, w piątek strzelił zresztą na stadionie mistrza pierwszego gola od dwóch lat. Jeśli jednak miałbym w tym wypadku postulować za powtórkami, to tak w przypadku gola Bakki, jak i karnego Juve – VAR wcale nie musiałby pomóc, bo wideo też należy zinterpretować. Ile zaś ludzi, tyle opinii.

Jeśli natomiast mowa o Milanie i golu na 1:1, to jestem pod ogromnym wrażeniem sposobu, w jaki Diavoli wyszli spod własnej szesnastki do kontry – trwało to jakieś dziesięć sekund, piłka szła jak po sznurku i chyba lepiej nie dało się tego rozwiązać. W tym wypadku Deulofeu ponownie potwierdził, że ma przebłyski na grę w największych klubach świata, takich jak choćby Barcelona. Dlaczego akurat Dumę Katalonii wspominam? Bo pasuje mi do żartu – Gerard ma bowiem w sobie również pewien pierwiastek, zwany w niektórych kręgach DNA Barcelony. Spójrzcie tylko poniżej, to dar od Boga. Nijak się tego nie da nauczyć:




(tak, musiałem!)

Dla Juventusu szykuje się teraz obrona wyniku dwumeczu z Porto. Wszystko w rękach turyńczyków i ich ewentualne odpadnięcie zdziwi mnie niewiele mniej niż powrót zza grobu Barcelony przed tygodniem. Czyli bardzo. Milan natomiast musi walczyć o punkty i wciąż wierzyć w Ligę Europy. W przyszły weekend rossoneri dostaną doskonałą okazję na odegranie się za rundę jesienną na Genoi, która pokonała ich u siebie w ramach 10. kolejki Serie A 3:0. Już pomijam fakt, że tylko zwycięstwo przedłuży nadzieje na puchary w czerwono-czarnej części Mediolanu.

O czyste konto zadba na pewno Gigio Donnarumma, który zadziwia z każdym tygodniem coraz bardziej. Z Juve był superbohaterem lepszym niż Buffon. Z każdym meczem trudniej mi uwierzyć w to, że ten dzieciak ma zaledwie 18 lat. Nie będę powtarzał tego, co pisałem przed tygodniem, przynajmniej nie w całości. Dodam jedynie, że zachowanie bramkarza po meczu z Juve może sprawić, że ewentualny, ten tak chętnie wspominany przez media, transfer do Turynu nieco się oddalił. I wiecie co? Nie mam nic przeciwko, Donnarumma powinien być solidnym filarem mocnego Milanu w najbliższej dekadzie. I kropka.

PS Jest wielu bardziej antypatycznych piłkarzy od Daniego Alvesa? Brazylijczyk na boisku jest tak irytującą postacią, gdy idzie o sytuacje sporne, że głowa mała. To jak wystartował do graczy Milanu przy rzucie karnym i podskakiwał sprawiło, że jeszcze bardziej go znielubiłem.

PPS Jeśli ktoś zastanawiał się, co jest kryptonitem turyńskiego Supermana – Mario Mandzukicia, to spieszę zawiadomić, że są nim małże. Właśnie owoce morza wykluczyły Chorwata z meczu z Milanem, z bólem brzucha został odesłany ze stadionu. Mówi się po cichu, że zrobił to specjalnie po to, by z rossonerimi mógł zagrać jego rodak Pjaca. Dobry krajan, a małże? No-good!

DERBY, TWOJA MAĆ!
Derby Genui to niezmiennie najbardziej kolorowe, najbardziej naładowane emocjami spotkania w Serie A. Nawet jeśli mecz rozgrywany jest o wyższe miejsce w środku tabeli. W tej rundzie rozpoczęły się dużo wcześniej niż zwykle. Dokładnie wraz z objęciem posady w Genoi przez Andreę Mandorliniego, którego wieloletni asystent Dario Nicolini odmówił współpracy w drużynie rossoblu. Powód? To kibic Sampdorii… Jak ważne to spotkanie dla fanów obu ekip niech świadczy fakt, że mający, dla odmiany, Genoę w sercu piosenkarz, Jack Savoretti pozostawił wiadomość wideo wyświetloną na Marassi przepraszając za swoją nieobecność na stadionie.

Przede wszystkim jednak – derby to jak zawsze okazja do świetnych choreografii kibicowskich. W rundzie rewanżowej zwyciężył transparent na trybunie ultrasów Grifonich – „Cierpliwość ma swoje granice, nasza miłość nie!”. Zważywszy na ostatnią formę drużyny, trafili w punkt. Szkoda tylko, że nijak górnolotne słowa miały się do zachowania po spotkaniu, gdy schodzących z murawy piłkarzy Genoi żegnały gwizdy i wyzwiska. To syndrom męża-brutala – bije, wyzywa, ale kocha? Nie kupuję tego.

Szczególnie dotknięty poczuł się Armando Izzo, człowiek znajdujący się ostatnio pod obstrzałem. Piłkarz rossoblu, który jest podejrzany za machlojki przy ustawianiu meczów i grozi mu srogie zawieszenie, Marassi opuszczał ze łzami w oczach. To już było dla niego za wiele. Jeśli ktoś jednak zasłużył na gwizdy, to był to bezsprzecznie Munoz, który nie rozgrywa wcale złego sezonu, ale to jego strata pozwoliła strzelić gola Luisowi Murielowi. Tym samym zresztą zapewniła teoretycznym gościom komplet punktów.

Teoretycznym nie tylko dlatego, że w protokole meczowym to Genoa widnieje jako gospodarz. Mimo gry na tak zwanym wyjeździe, blucerchiati wygrali piąty mecz z rzędu w tej roli na Marassi. Robi wrażenie, ale przed samym spotkaniem można było spodziewać się, że Sampdoria zwycięży – Genoa wprawdzie pokonała niedawno Empoli, ale nie dość, że to żaden wyczyn, to udało się to Grifonim rzutem na taśmę. A przecież ekipa Giampaolo pozostaje bez porażki od sześciu pojedynków – w tym czasie ograła m.in. Romę czy Milan. To dopiero robi wrażenie. Mecz z Juve szykuje się naprawdę ciekawie.

Nieco mniej interesująco przedstawia się sytuacja Genoi. Mandorlini już przed gwizdkiem podjął złą decyzję – od pierwszych minut zagrał Ntcham, który był sprawcą ostatnich niezłych wyników drużyny po wejściach z ławki. Jego gole dawały punkty w ostatnich sekundach dwóch poprzednich meczów rossoblu. Również nieco spuścił z tonu Blerim Dzemaili, zdaje się, że pomocnik wystrzelał się w domu z żoną… i wcale się nie dziwię.

Dziwię się natomiast prezydentowi Genoi. Enrico Preziosi to ten spokojniejszy z prezesów genueńskich klubów, tymczasem ostatnio zaskoczył wszystkich pokazem tanecznym. Jedno jest pewne, po pojedynku derbowym raczej tak żwawo już nie brykał.

Wspominałem już super-rezerowego z Genoi, jeszcze lepiej radzący sobie z ławki piłkarz Sampdorii, Patrik Schick zaczął właśnie tak jak powinien – czekając na wejście na boisko. Gdy już się na nim pojawił, ponownie potwierdził, że jest ogromnym talentem. Gościem z możliwościami daleko wykraczającymi poza Genuę. No bo sami powiedzcie – to jeszcze Schick czy już Messi?



Polacy w sobotę? Linetty rozpoczął w pierwszym składzie i zagrał solidnie, miał nawet szansę na asystę. Cieszyć może również wejście Praeta na zmianę za ofensywnego Bruno Fernandesa. Niechby i tak już zostało. Bereszyński natomiast od powrotu Sali po kontuzji stracił miejsce w wyjściowej jedenastce. A Jacopo radzi sobie od tego czasu nieźle i trudno oczekiwać zmian w tym stanie rzeczy.

Ciekawe, czy wkrótce nie dojdzie natomiast do zmiany klubu przez jednego z graczy Genoi. Giovanniego Simeone podobno mieli w ten weekend obserwować wysłannicy Atletico. Tak jakby nie mieli nikogo w Madrycie, kto mógłby tego piłkarza ocenić od ręki. Macie jakieś pomysły, kto najlepiej poradziłby sobie z robotą skauta w Madrycie w przypadku piłkarza o nazwisku SIMEONE? No właśnie.

PS W Derbach Genui nie mogło obyć się bez pirotechniki. Ta, jak wiadomo, często przedstawia nieuchwytne piękno. Czasami aż zbyt dosłownie. Hasło „Wykopmy rasizm z futbolu” już było – czas na piro?



DAJCIE MI ŁYŻKĘ!
Albo użyję durszlaka do zrobienia sobie krzywdy. Cholera, niedziela to i tak ciężki dzień do przeżycia. Człowiek zaspany, najchętniej z łóżka by nie wychodził, a tu serwują w porze śniadaniowo-obiadowej widowisko pokroju Sassuolo-Bologna. Jeśli jakaś siła wyższa chciała, bym nie wstawał w ogóle tego dnia, to wystarczyło wysłać smsa, a nie raczyć tym potworkiem.
Oczywiście patrząc na ostatnie dokonania obu ekip, można było spodziewać się emocji porównywalnych do oglądania rosnącej trawy… w slow motion. Tak więc, sam jestem sobie winny. Było spać.

Wygranymi w tej sytuacji okazali się kibice Bologny, którzy postanowili starcie z neroverdimi zbojkotować ze względu na paskudne wyniki rossoblu w ostatnich kolejkach. Niby stracili okazję na obejrzenie meczu, w którym ich drużyna zdobywa komplet punktów, ale tak naprawdę NIEWIELE ich minęło, a pewnie złość byłaby większa od satysfakcji po zwycięstwie. To starcie uwłaczało bowiem sztuce futbolu. Koniec i kropka. I jeszcze jedna – „.”. (i druga, kończąca zdanie)

Jeśli coś ciekawego można z MAPEI Stadium w niedzielę było wycisnąć, to na pewno starcie na linii Di Francesco-Di Francesco. Tata Eusebio i syn Federico spotkali się ponownie po dwóch stronach barykady, tym razem młodzian wystąpił od pierwszych minut w drużynie gości i trzeba przyznać, że się wyróżniał. To on rozpoczął akcję bramkową i stwarzał zagrożenie pod szesnastką Consigliego. Szkoleniowiec Sassuolo przyznał natomiast jeszcze przed meczem, że na trybunach zjawili się dziadkowie Di Francesco Juniora, którzy od początku nie kryli się z tym, że będą kibicować wnukowi. Na murawie nie obyło się natomiast bez spotkań „na szczycie”. Poniższe to typowe – „Tata! Daj piłkę, jeszcze pięć minut pogramy! Proooooszę!”. A mówią, że dzisiejszą młodzież nie sposób odciągnąć jedynie od komputerów.




Gola na wagę kompletu punktów gości strzelił jednak Mattia Destro, który po prostu musiał wbić piłkę do siatki z 3 metrów, co zrobił bez zarzutu. Warto w tym momencie zauważyć, że gdy do siatki trafia były gracz Romy, to rossoblu nigdy nie przegrywają. Taki mały talizman, szczególnie, że jego bramki zapewniły bezpośrednio drużynie Donadoniego w tym sezonie już osiem punktów. Łącznie na swoim koncie uzbierali 31, więc całkiem duży wpływ ma Mattia na wyniki ekipy.

Komplet tym razem uratował jednak Bolognie bramkarz Antonio Mirante, który w samej końcówce doskonale wybronił szansę Francesco Acerbiego. Patrząc na obu panów nie sposób nie zauważyć pewnego podobieństwa – obaj to ludzie po przejściach. Rak jąder Acerbiego to sprawa znana wszystkim, ale i Mirante w tym sezonie miał się nie najlepiej. Golkiper rossoblu bardzo długo zmagał się z problemami sercowymi (nie, nie kobiecymi), które utrzymywały go poza boiskiem i pozwalały błyszczeć Da Coście. Niemniej zarówno Acerbi, jak i Mirante mają się już dobrze i grają. To musi cieszyć.

PS Przyszła wiosna, miłość w powietrzu, więc i tyłki na wierzchu…




NIESŁUSZNE MIAŻDŻENIE
Napoli miało sobie odbić w niedzielę porażkę z Realem Madryt i tak też się stało. Choć jest, bo zawsze być musi, jakieś „ale”. Chyba nikt w to nie wątpił? Dopiero co Aurelio De Laurentiis gorzko płakał o niesłusznych karnych dla Juventusu, a tymczasem podobny napatoczył się Azzurrim w weekend. Jedenastki za faul na Hamsiku po prostu być nie powinno. I nie mam na myśli, że nie było w tej sytuacji przewinienia. Ot, Słowak w momencie podania od Piotra Zielińskiego był po prostu na spalonym i akcja powinna zostać przerwana.

Jednocześnie jednak trudno nie zauważyć, jak miażdżąco w statystykach wygląda przewaga Napoli w tym meczu. Neapolitańczycy zakończyli spotkanie z 81% posiadania piłki, co jest najwyższą wartością (jak wyliczyło Opta) od sezonu 2004/2005. Nie wątpię, że piłkarze Sarriego i tak by wygrali, bo nie tylko 3:0 znikąd się nie wzięło, ale również przy pięknym trafieniu Insigne maczał palce jedynie geniusz dwóch piłkarzy. O tym, co potrafi przypomniał sobie bowiem Jorginho, który posłał genialną piłkę nad obrońcami, a skrzydłowy Azzurrich jeszcze lepiej futbolówkę skleił i pokonał Cordaza.


Insigne strzelił również gola z karnego, a od siebie dołożył co nieco także Mertens. W 3:0 nie był więc zamieszany Leonardo Pavoletti, sprowadzony w lecie z Genoi. Napastnik, który rozpoczął mecz w wyjściowym składzie i zarazem człowiek, który coraz śmielej zmierza ścieżkami Manolo Gabbiadiniego. Może i Milik nie jest obecnie podstawowym zawodnikiem Napoli, ale na pewno w hierarchii atakujących znajduje się nad Leosiem. I wiecie co? Pewnie po jakimś czasie Pavogol odejdzie do Premier League, gdzie z marszu zostanie królem strzelców. Oppa Gabbiadini-style!

Trudno jednak będzie Polakowi, wracając do Milika, wygryźć Mertensa, bo ten znajduje się w potwornej formie. Belg ledwie wszedł na murawę, a po czterech minutach strzelił już gola. Wprawdzie z karnego, ale zawsze. Dość napisać, że sam Sarri wyjaśnił, dlaczego nie wpuścił Arka, tylko Driesa – choć podziwia to, jak nasz rodak szybko doszedł do siebie po ciężkiej kontuzji, to kompletną ignorancją byłoby pominąć przy zmianie Mertensa. Bo to, to już moje słowa (powtórzone zresztą), pieprzony potwór.

Napoli natomiast jako takie nic nie robi sobie porażki w LM i wciąż utrzymuje się tuż za plecami Romy w oczekiwaniu na odpowiedni moment na atak na pozycję wicelidera i pewne miejsce w przyszłorocznej edycji elitarnych europejskich rozgrywek. A i za plecami neapolitańskiego zespołu zrobiło się jakby nieco luźniej. Choć czujność wciąż jest więcej niż wskazana.

Przy tym wszystkim ponownie żal mi Crotone. To ekipa, która bardzo przypomina mi Parmę z sezonu spadkowo-bankrutowego. Pomijając aspekt finansowy, oczywiście. W pamiętnych rozgrywkach gialloblu również często wyglądali całkiem nieźle, a przegrywali. W dodatku często jedną bramką. Choć tym razem z Rekinami było inaczej, to zazwyczaj tak to się kończy również z nimi. Aż 11(!) razy w lidze beniaminek obrywał różnicą jednej bramki. To musi frustrować i denerwować. Jednocześnie jednak, tak pokaźna liczba porażek na styku to nie przypadek. Czegoś brakuje i nie jest to szczęście (a przynajmniej nie tylko).

CO TAM SIĘ, KUR…DE STAŁO?
Wszystkiego się spodziewałem po meczu w Mediolanie, ale nie tego. Nie można było bowiem liczyć, że Inter potraktuje Atalantę, czyli rewelację trwającego sezonu, niczym wczesne Sassuolo. Cholera, sam w zapowiedzi stawiałem na ekipę Stefano Pioliego, jednak coś podpowiadało mi jednocześnie, że remis wchodzi w grę. A nawet wygranej gości nie sposób było wykluczyć. Ale 7:1?! Matko Boska, przecież to nie jakaś liga okręgowa… ani Roma w Lidze Mistrzów! (#hehe) Jeśli mam być szczery, to wciąż nie do końca wiem, co stało się na Giuseppe Meazza. To znaczy… wiem, że Inter zagrał spotkanie idealne, a Atalanta pokazała się z fatalnej strony w obronie. Tyle widział każdy.

Podopieczni Gian Piero Gasperiniego przed meczem 28. kolejki Serie A stracili zaledwie 26 bramek w lidze, co plasowało ich w ścisłej czołówce w tej klasyfikacji. Jednego popołudnia wpuścili więc ponad ¼ tego, co wcześniej przez 27 spotkań. Kopara opada. Dodatkowo, jednego z goli musiał im wbić nikt inny, a kupiony w zimie przez Inter Roberto Gagliardini. Człowiek do niedawna tworzący doskonałą pomoc z Franckiem Kessiem. To również musiało zaboleć.

Należałoby się jednocześnie zatrzymać przy drugim z wymienionych pomocników. Iworyjczyk po powrocie z Pucharu Narodów Afryki wyraźnie spuścił z tonu, dopiero co odpokutował czerwoną kartkę, a ponownie zaliczył bardzo słaby występ. Zmarginalizowany, jak napisała La Gazzetta dello Sport, przez pomoc gospodarzy. Zmęczenie czy po prostu wahanie formy? Trudno powiedzieć. To wciąż bardzo młody zawodnik, nie zapominajmy.

Nie tylko Franek zagrał poniżej oczekiwań, cały blok defensywny powinien, co zrozumiałe, zapomnieć o incydencie w Mediolanie. Najbardziej w oczy rzucił mi się fatalny występ Rafaela Toloiego, głównie ze względu na to, że właśnie tego piłkarza chwaliłem przed tygodniem za profesorski występ przeciwko Fiorentinie. Tym razem zawiódł, podobnie jak zaklepany przez Juventus Caldara.

Mediolańczycy natomiast tak wysoką wygraną zawdzięczają genialnej wręcz skuteczności. Nie ma mowy o pomyłkach – co strzał to gol. Piłkarze Stefano Pioliego uderzali celnie na bramkę Berishy ośmiokrotnie. Wszyscy wiemy, ile piłek znalazło się w siatce. To niebywałe.

Podobnie jak fakt, że Icardi ustrzelił najszybszego hattricka dla Interu w Serie A od niemal 70 lat. 26 minut to wynik Argentyńczyka, w 1947 roku lepszy był Lorenzi, który na triplettę potrzebował zaledwie 18 minut. Niemniej wyczyn Maurito robi wrażenie, szczególnie gdy spojrzymy na jego ogólne statystyki. W tym sezonie napastnik wykreował już 28 goli – sam strzelił 20, przy ośmiu asystował. W tym momencie jest najbardziej wartościowym graczem całej ligi, a mniej bramek od jednego Icardiego "zrobiły" w tym sezonie cztery drużyny. W całości, gdyby ktoś miał wątpliwości, co mam na myśli. Mowa oczywiście o Empoli (15), ponadto mniej niż 28 po stronie zysków zanotowały do tej pory Crotone (21), Palermo (23) i Bologna (25). Bramkę więcej ma Pescara, dwie Genoa.

Najlepsze jest jednak to, że Mauro i tak nie był najlepszym graczem na boisku. Najjaśniej świeciła bowiem tego popołudnia gwiazda Evera Banegi, który nie tylko sam ustrzelił hattricka, nie tylko dodał do tego asystę, ale na dobrą sprawę uczestniczył przy wszystkich trafieniach ekipy gospodarzy. Pamiętacie, ile latem Inter na niego wydał? Doskonały, doskonały transfer. Umieją w mercato w Mediolanie.

O ile w obecnych rozgrywkach wciąż wydaje mi się, że tylko kataklizm pozbawi miejsca na podium Napoli lub Romę, to w przyszłym sezonie może być już bardzo ciekawie. Wiele zależy od letniego okienka, a jak już pisałem, drużyna ze Stadio Giuseppe Meazza zarówno letnim, jak i zimowym okresem transferowym pokazała, że można liczyć na dobre ruchy do klubu. Pod względem czysto ludzkim mediolańczycy nie ustępują właściwie już wyżej wspomnianej dwójce. Potrzeba ogarnąć boki obrony, wzmocnić nieco środek i można nawet myśleć o straszeniu Juventusu. Pożyjemy, zobaczymy, ale liczę na kontynuację rozpoczętej pracy w czarno-niebieskiej części stolicy mody.

PS Uwaga, prowo-żart – siedem goli i żadnego nie strzelił Kondogbia? Słabiak! :D (A poważniej – przyjrzałem się! To był dobry mecz, nawet tak zaślepiony człowiek jak ja musiał zauważyć 11 (!!!) odbiorów. Ale tak, i tak jest do niczego )

NIHIL NOVI
O 15, o dziwo, miały miejsce również inne spotkania niż to w Mediolanie. Mało tego, również tam najczęściej działo się całkiem sporo. Weźmy taką Weronę, gdzie Chievo podejmowało Empoli – 4:0 dla gospodarzy to nie 7:1, ale wciąż wynik imponujący.

Skąd jednak tytuł, przecież Chievo nie wygrywa co chwilę tak wysoko? Ano stąd, że nie o Osiołkach tym razem mowa. Choć pewnie niektórzy już się domyślili, wyjaśnię – mam na myśli Empoli. Empoli, w którym Łukasz Skorupski broni wszystko, co się da, a i tak schodzi z boiska pokonany. Chievo mogło zwyciężyć bowiem jeszcze wyżej, ale na posterunku był nasz rodak. Jak zawsze, niezmiennie. Szkoda tylko, że reszta drużyny również postanowiła utrzymać dotychczasową, nijaką formę.

Co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? NIKT nie wykorzystał kolejnej porażki Azzurrich. Cała strefa spadkowa postanowiła być solidarna z ekipą Martusciello (któremu ma już palić się tyłek na Carlo Castellani) i swoje mecze przegrała. Szczerze? Nie zdziwi mnie, jak do ostatniej kolejki nic się nie zmieni – przewaga pozostanie ta sama, a i zdobycze punktowe ruszą w górę co najwyżej symbolicznie. Pod względem dołu tabeli to bardzo, ale to bardzo słaby sezon. Potwierdzają to wyliczenia Opta - nigdy trzy ostatnie drużyny nie zdobyły mniej punktów po 28. kolejkach niż Pescara, Palermo i Crotone (mowa o sezonach, w których za zwycięstwo przyznawano 3 punkty). Przynajmniej w czubie dzieje się o wiele więcej niż zazwyczaj.


Teraz czekają Skorupskiego kolejne dwa mecze frustracji – Napoli i Roma. Lepiej niech nasmaruje dobrze rękawice i porządnie rozciągnie się przed pierwszym gwizdkiem, bo będzie miał przed sobą sporo latania. Dopiero później, przy okazji 30. kolejki karta będzie mogła się odwrócić. Wówczas to Empoli spotka się z Pescarą w jednym z kluczowych spotkań dla ostatecznego rozkładu sił przyszłego sezonu Serie B. Już zacieram ręce.

Co się zaś tyczy Chievo, Osiołki zwyciężyły, błyszczał jak zawsze mój ulubieniec, Valter Birsa, a jednego z goli strzelił Sergio Pellissier. Weteran i legenda gialloblu pokazał młodemu pokoleniu, jak nurkuje się w polu karnym. Nie po to, by wymusić jedenastkę, ale by zaliczyć trafienie szczupakiem, frunąc tuż nad murawą. Może i starość nie radość, ale pewnych rzeczy się nie zapomina.

Podobnie ja nie zapomniałem tego wszystkiego, co wypisywałem na temat Inglese, gdy ten był bez formy. Teraz obrywa mi się tym mocniej, bo napastnik Chievo ponownie strzelił i znowu mieliśmy do czynienia z trafieniem wyjątkowym. Znaleźli się nawet tak odważni obserwatorzy calcio, którzy spróbowali porównywać gola Włocha do słynnego trafienia Marco Van Bastena. Daleki byłbym od takich zachwytów, ale trafienie faktycznie przedniej urody. Łukasz bez szans, oczywiście.

PS To przywitanie dwóch psiapsiół przed wycieczką do centrum handlowego czy cieszynka piłkarska?




KTO? JANKTO!
Udinese pokonało w weekend Pescarę na wyjeździe. Mecz bez historii, mecz bez wielkich emocji. Ot, pewne 3:1, z honorową bramka gospodarzy w końcówce. Zdenek Zeman umiera na naszych oczach, ofensywna gra nijak się ma do obecnej Pescary. To już nie ta drużyna z Verrattim, Immobile i Insigne, tutaj trzeba grać Caprarim czy Cerrim. Jakość zgoła odmienna i nie może dziwić, że choć Delfiny uderzały na bramkę aż 12 razy, to nie potrafiły strzelić więcej od o wiele bardziej konkretnego Udinese.

Inna sprawa, że bianconeri mieli ułatwioną sprawę, bo stawali naprzeciw fatalnej defensywy. Weźmy choćby pierwszego gola Duvana Zapaty, którego przy uderzeniu głową nie krył kompletnie nikt. Nie ma takiej potrzeby, przecież to wcale nie rosły napastnik świetnie grający w powietrzu. Można spokojnie pozostawić go bez opieki w polu karnym. Otóż nie.

Nie można jednak zapominać, że Stendardo już po kilku minutach musiał zejść z boiska i zastąpił go Fornasier. Choć nie, wiecie co? Cofam to. Skończyłoby się prawdopodobnie tak samo z pierwszym z panów na boisku. Szczególnie, że doskonałe spotkanie rozegrał Jakub Jankto. Pomocnik Udinese nie tylko zaliczył dwie asysty, ale sam również pokonał bramkarza beniaminka. To kolejny sygnał, że Kuba może być następnym towarem eksportowym drużyny z Dacia Arena. Czego mu życzę, podobnie jak Fofanie powrotu do zdrowia (wciąż boli mnie jego kontuzja w meczu z Juventusem), a Zapacie utarcia nosa Napoli. Kiedyś tam, w przyszłości.

Ciekawi mnie natomiast, jaka przyszłość czeka Sulleya Muntariego. Człowiek, który już kilkukrotnie kończył karierę tylko po to, by po chwili ją wznawiać, teraz kopie dla Delfinów i choć zaczynał raczej od kopania siebie (w dodatku po czole), to z Udinese właśnie jemu przypisać należy zasługę uratowania honoru Pescary. Tak, to właśnie pocieszny, kojarzony głównie z Mediolanem zawodnik pokonał Scuffeta, nie tak dawną rewelację wśród młodych bramkarzy w Italii. Młodzian staje właśnie przed szansą wygryzienia ze składu Oretsiza Karnezisa. Mój ulubiony golkiper Serie A doznał bowiem kontuzji...

A jeśli ktoś miał wątpliwości, że na Stadio Adriatico czeka nas w niedzielę wiekopomne widowisko, to już dosłownie pierwsze trzy sekundy meczu musiało rozwiać wątpliwości. Przynajmniej nie trzeba było się łudzić, jak to czasem bywa. Wiedzieliśmy, na co liczyć. Choć nie ukrywam, skończyło się przynajmniej na czterech trafieniach. Zawsze coś.



KALINIC-GOL
Jeśli gdziekolwiek o 15:00 zaniżono średnią trafień, to miało to miejsce we Florencji. Na Artemio Franchi blisko było remisu, kolejnego zresztą dla Fiorentiny u siebie. Bo choć Viola wciąż pozostaje jedyną, obok Juve, drużyną bez porażki przed własną publicznością w tym sezonie, to przed 28. kolejką podopieczni Paulo Sousy dzielili się u siebie punktami częściej niż wygrywali. Teraz mamy do czynienia z równiutkim 7-7 i choć niepokonana, Fiorentina w klasyfikacji domowej zajmuje pod względem punktów odległe ósme miejsce, tak jak w pełnej tabeli.

Niemniej tym razem, choć Cagliari broniło się dzielnie, to w ostatniej akcji meczu, w doliczonym czasie gry, zostawili obrońcy bez krycia Kalinicia, a ten głową załatwił sprawę kompletu. Na zwycięstwie zaważył ostatni z 26 strzałów na bramkę Rafaela. Tak nieskutecznej drużyny nie widziałem już dawno i trudno być w pełni zadowolonym z postawy ekipy z Florencji. To wciąż nie jest odpowiednia gra, wciąż czegoś brakuje, a przecież potencjał ludzki jest na co najmniej Ligę Europy, a na dobrą sprawę można by liczyć nawet na walkę o Ligę Mistrzów. Szczególnie jeśli szansę na nią dawałoby również czwarte miejsce.

I jakkolwiek kibice są wściekli na Sousę, to i tak zostało już potwierdzone przez władze klubu – trener zostaje do końca sezonu. Jednocześnie uprasza się o „zjednoczenie w walce o Ligę Europy” – życzę szczęścia, bo nie tylko z taką grą, ale i ze stratą, z jaką obecnie musi sobie Viola radzić, nie będzie to łatwe zadanie. Będzie piekielnie trudno, będąc precyzyjnym. Osiem punktów do pucharów i dziesięć kolejek – matematyka wciąż pozwala wierzyć, natomiast przeciwnicy czekający na drodze klubu każą jednak wątpić. To nie tylko Napoli i Lazio, ale również rozpędzony Inter.

Powiem tak – jeśli Fiorentina zdobędzie w tych meczach komplet punktów, to włączy się do walki o LE. Wszyscy jednak wiemy, że we Florencji należałoby za sukces uznać nawet trzy "oczka"po wyżej wymienionych starciach, a okrągłe zero nie będzie w żadnym wypadku niespodzianką.

Co do samego Paulo Sousy – jeśli Viola wyrzuci go po sezonie, to trzymanie faceta obecnie na siłę będzie dla mnie niezrozumiałe. LE jest raczej poza zasięgiem, a zaczynając już teraz nowy szkoleniowiec miałby czas stworzyć swoją wizję drużyny, spokojnie zaplanować nie tylko mercato, ale i okres przygotowawczy. Ale nie, to nie.

PS Salamon na ławce cały mecz, muszę wspominać? Przecież to oczywiste ;(

PPS Saponara nieźle wprowadził się do Fiorentiny, tego nie można mu odbierać. Podobnie jak ciekawości świata. A to dopiero eksplorator!



SZCZĘŚLIWY SZCZĘSNY
Nie tylko z powodu zwycięstwa, bo przy okazji nasz rodak zachował 12 czyste konto w lidze w sezonie, co oznacza, że wciąż jest bezsprzecznie najlepszy pod tym kątem w całej Serie A. Zupełnie inna sprawa, że Wojtek ponownie zagrał nierówno – miał interwencje doskonałe, gdy zatrzymywał chociażby Morganellę, ale przy okazji nie zawsze był pewny. A już kwintesencją występu było wpuszczenie ni to strzału, ni to dośrodkowania Nestorovskiego, który powinien zostać zaliczony jako samobójcza bramka Polaka. Na jego szczęście sędzia niesłusznie nie uznał gola odgwizdując spalonego. W protokole meczowym może i się nie zapisało, ale kamery zarejestrowały:


Niemniej Wojtkowi trzeba oddać, że bramki nie wpuścił, a Palermo kilka okazji miało. To z kolei nie najlepiej świadczy o defensywie Romy, która momentami przysypiała. Zresztą, choć wynik niekoniecznie na to wskazuje, giallorossi ogólnie nie szaleli przesadnie w niedzielny wieczór i bardzo długo utrzymywał się wynik 1:0. Niebezpieczny, jak wiadomo. Szczególnie, że rzymianom często zdarza się rozluźnić w końcówce i tracić bramki. Trzeba przyznać, że również w starciu z rosanero nie było do takiej historii daleko. Na szczęście dla wicelidera tabeli sprawę załatwił golem na 2:0 Dzeko i późniejsze trafienie ustalające wynik Bruno Peresa dopełniło jedynie obrazu pewnej wygranej gości.

Jednym słowem – najważniejszy jest wynik i trzy punkty, które pozwalają utrzymywać minimalną przewagę nad trzecim Napoli. Ponadto wciąż nie pozwalając uciec Starej Damie na dwucyfrówkę. Przy tym wszystkim mogłoby dziwić, że Luciano Spalletti zwleka z podpisaniem nowego kontraktu z Romą. Wszystko wyjaśnił sam zainteresowany mówiąc, że „wyświadcza klubowi przysługę, by ewentualnie po sezonie nie mieli kolejnego zwolnionego trenera na garnuszku”. Ot, żartowniś z tego Lucka.

Zupełnie nie do śmiechu musi być natomiast nowemu prezesowi Palermo, który nie tylko uwielbia tatuaże, ale zdaje się być równie szalony, co Maurizio Zamparini. Czyli na Sycylii po staremu, szczególnie, gdy przeczytamy o wszystkim, co pan Paul Baccaglini obiecał w razie utrzymania się klubu w Serie A. Mówił choćby o pójściu na kolanach do kościoła, zjedzeniu 20 pane con la milza, czyli tradycyjną potrawę w Palermo. Powiecie, że to nic takiego? No to słuchajcie, czym jest to w rzeczywistości (za wikipedią): Potrawa składa się z miękkiej bułki pokrytej sezamem oraz kawałków cielęcej śledziony i płuc. Smacznego! Aha, no i jeszcze, choć po sezamowej bułeczce pewnie nikogo nie zszokuje, zrobi sobie tatuaż na twarzy.

Dobry start przed obliczem nowego prezesa zaliczył Thiago Cionek, niemal bezbłędny, żadna z bramek nie powinna być zaliczona na jego konto. Dwie natomiast należałoby zapisać bramkarzowi, którym nie był Josip Posavec. Diego Lopez postanowił dać szansę równie młodemu Fulignatiemu i ten pokazał właściwie jedno – kompletnie nie umie grać na przedpolu. Swoje oczywiście dołożyła reszta defensywy, której krycie jest pojęciem obcym i 3:0 stało się faktem.

Nic dziwnego, że kibice rosanero mieli nietęgie miny. Podobnie zresztą jak Ilija Nestorovski, którego sędzia obrabował z trafienia (chyba, że byłby to, a pewnie by był, samobój Wojtka) w dniu 27 urodzin.



LAZIO NA CZWÓRKĘ
Lazio nie powinno zremisować z Torino, było tego jednak bardzo blisko. Gdyby nie gol w końcówce, to bylibyśmy świadkami małego dramatu na Stadio Olimpico. Ale na dobrą sprawę biancocelesti byliby sobie sami winni - w końcu skoro tak bardzo cisnęli rywala i szukali bramek, to dlaczego mieliby stracić punkty? To nie jest tak, że mieliby po prostu pecha. Przede wszystkim zabrakło im nieco konkretów.

Na szczęście w 87 minucie bardzo konkretny okazał się Balde Keita, który pięknie przymierzył zza pola karnego i dołożył tym samym coś od siebie do wcześniejszego trafienia Ciro Immobile. Głównie dzięki niemu skończyło się tylko na strachu, bo gol Felipe Andersona w doliczonym czasie gry ustalający wynik na 3:1 to już zwyczajny gwóźdź do trumny. A zacierano ręce w Mediolanie i dziękowano w Bergamo. Ostatecznie Lazio nie tylko wróciło na czwarte miejsce, nie tylko przeskoczyło Inter, ale i powiększyło przewagę nad Atalantą do czterech punktów. To już jakiś margines błędu.

Jak już wspomniałem, blisko było takowego właśnie w poniedziałkowy wieczór, a kto by pomyślał, że do siatki dla Torino, wyrównując stan rywalizacji, trafi Maxi Lopez, a nie Andrea Belotti. Argentyński napastnik robił co mógł, by pomóc Icardiemu i spółce z Interu (żarcik), ale jego gol ostatecznie zdał się na nic. Przynajmniej schudł - w innym wypadku Mihajlovic nie wpuściłby go na boisko, tak przynajmniej niedawno obiecywał.

Ciekawe, co Serb zrobi z zawodnikami w szatni - w tym momencie Byki są bliżej spadku niż europejskich pucharów, co mówi chyba bardzo dużo, o ile nie wszystko o tej drużynie. Drużynie, która ma potencjał ogromny, ale defensywa psuje im właściwie wszystko. Wychodzi to dopiero w momencie, gdy Belotti nie strzela hurtem. Jednak statystyki są nieubłagane - 46 bramek straconych to wynik lepszy jedynie od spadkowiczów i tragicznego w obronie Cagliari. Na szczęście atak Granata ma lepszy nawet od Lazio.

Ale to właśnie biancocelesti zajmują obecnie czwarte miejsce i utrzymują się cztery punkty za Napoli. Ważniejsze jest jednak to, że odpowiedzieli Interowi, z którym teraz najwyraźniej będą bić się o miejsce tuż za podium. Dwa "oczka" różnicy i mecz bezpośredni przed nimi. Będzie ciekawie, pytanie tylko, czy nie skorzysta na tym głównie Napoli?

Między innymi w kontekście meczu z mediolańczykami, okropnie żal mi Stefana De Vrija. Co rozegra kilka meczów, ponownie wylatuje z kontuzją. Tym razem prawe kolano, z którym środkowy obrońca Lazio pojechał na badania. Biancocelesti chuchają i dmuchają na swojego defensora i nic dziwnego, bo nie zaszkodziłby im wcale Holender w pełni sił. Szczególnie w formie z pierwszego sezonu w Rzymie, gdy był nie tylko jednym z najlepszych transferów, ale jednocześnie z marszu wskoczył do czołówki na swojej pozycji we Włoszech. Oby nic poważnego się mu nie stało. Trzymam kciuki!

PS Czwarte miejsce? Keita approves!


PPS Drugi z napastników Lazio, Ciro Immobile ma na swoim koncie już 17 goli w sezonie. Nikt nie dokonał takiego wyczynu po tej stronie Rzymu od czasów Hernana Crespo. Tak, dobrze Wam się wydaje - to już prehistoria, a dokładniej pamiętny sezon 2000/2001.

Choć zarówno Lazio, jak i Ciro będzie trudno powtórzyć sukces z tamtych rozgrywek - trzecie miejsce w tabeli i 26 bramek na koncie - to i tak w Rzymie można mówić o dobrym roku.
_____________________________________________
Kończymy na gwizdek, czytamy się wkrótce, w komentarzach pogadamy najpewniej jutro wieczorem, bo od rana jestem w drugiej redakcji. Do zobaczenia!

Więcej moich przemyśleń możecie znaleźć na mojej stronie na Facebooku i na Twitterze. Wbrew pozorom praca zawodowa na „Mrużąc oczy…” się nie kończy!

PS Wypociny niepiłkarskie do zobaczenia tutaj. Również zapraszam :)

OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 33 komentarzy

Subobserwator | 13.03.2017 23:16

Czemu tak krótki opis meczu Romy?

TLubczynski | 13.03.2017 23:19

@Subobserwator Dzięki za czujność. Ucięło się, już w normie :)

NewMaldini | 13.03.2017 23:23

Deulofeu pokazuje, że jest graczem o nieprzeciętnych umiejętnościach, ale faktycznie "czynnik Barcelony" jest u niego strasznie irytujący. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że zostanie z nami na stałe.

Dziwne, że nie napisał pan kilku słów o "występie" Ocamposa, wszak zasłużył sobie.

[edit]

TLubczynski | 13.03.2017 23:25

@NewMaldini Ocamposa oszczędziłem za interesującą osobowość partnerki. Ale to już ostatni raz.

A co do prowo-żartu: chyba nikt nie weźmie tego na poważnie. Nie chcę się mylić! :)

Udinese | 14.03.2017 03:14

Brawo Zebry oby tak dalej ;) Masz racje Jankto zajebiście rokuje no I wielka szkoda Fofany..

mateo_b | 14.03.2017 07:49

Decyzja sędziego o karnym dla juve "do obrony", no tak - dla chcących bardzo jej bronić owszem. Gdybyś Tomaszu pooglądał studia, programy piłkarskie we Włoszech (i nie mam na myśli Milan TV) to tych broniących decyzji za wielu byś nie znalazł, raczej zgodnie twierdzi się, że "karny z dupy/niesłuszny". No ale przecież nie ma co narzekać, toż to pierwszy przypadek dziwnych decyzji sędziowskich na korzyść juve / niekorzyść ich rywali / Milanu w ostatnim czasie :) a tzw. "niewydrukowana" tabela pokazująca o 5 pkt mniej lidera niż faktyczni, 5 pkt więcej Milanu czy 3 pkt więcej Interu to przypadek i spisek masoński.

mateo_b | 14.03.2017 07:59

aa no i skoro wrzucasz symulkę Deulofeu - kiepską i zbędną fakt, to szkoda, że nie wspomniałeś o Dybali i jego grze, chyba już z koszulką Barcelony pod tą w biało czarne pasy, który przy każdym podmuchu wiatru kładzie się i płacze. Nie ujmując jego wielkiemu talentowi, to chłopak jest strasznie irytujący.

dostojnyfarmata | 14.03.2017 08:56

Różnica między Deulofeu a Dybalą jest taka, że Argentyńczyk nie symuluje i nie pada w kontakcie z powietrzem. Natomiast szuka kontaktu żeby mieć z niego korzyść co też mi nie do końca podoba bo lepiej jakby dalej szedł z piłką ale cóż. To co robi przynajmniej nie jest próbą oszustwa tylko wykorzystania błędów przeciwnika.

mateo_b | 14.03.2017 09:48

@Pryqqq
Bakki - to po pierwsze (a nie Bacci). Spalony przy jego golu? Hmm wg mnie, ale co ważniejsze, wg tych mediów które oglądałem/czytałem to gol prawidłowy, nie uważam/nie widzę jakoś hałasu o to. Co do tych kartek, to skoro atakujesz: tak samo mógł/powinien wykartkować Dybale, Higuaina za symulki i protesty. Poza tym karygodne zachowanie Bonucciego, po którym bodajże Ocampos dostał żółtko, a powinien Bonuc + zawiasy. Nie rozwalaj mnie tekstem, że to Juve było bardziej pokrzywdzone przez sędziego w tym meczu, bo troszkę się ośmieszasz. Zapraszam do Włoch z tą teorią, po piątku wieczór jest tam dość gorąco, mam relacje i śledzę na bieżąco od rodzinki (nie Milanistów dla janości), na pewno ta teoria spotka się z zainteresowaniem :)

To, że Milan był słabszy, nie zasługiwał na wygraną to jasne, nie przeczę. Ale to podobnie jak z PSG - grali jak dupy, bronili się rozpaczliwie, ale czy zasłużyli na to, żeby odpaść w okolicznościach skandalu? A Barca awansować tylko przez to, że sędzia im pomógł? Bo "byli lepsi i cisnęli" ? Dlatego też juve musiało wygrać, bo "cisnęli i chcieli wygrać" i tu na lewego karnego można przymknąć oko?

dostojnyfarmata | 14.03.2017 09:54

@mateo_b:
Zgadzam się z Tobą, że za same starania nikt nie powinien dostawać prezentów w postaci karnych ale już za zagranie ręką czy faul to raczej nie można mieć pretensji do nikogo poza obrońcami Milanu. Na drugi raz może się zastanowią co z rękami robić.
Ja to widzę w drużynach bardziej doświadczonych, gdzie obroncy starają się trzymać ręce za plecami, przy ciele właśnie po to, by nie ryzykować głupim karnym.

mateo_b | 14.03.2017 10:50

@Pryqqq
Bakki - to po pierwsze (a nie Bacci). Spalony przy jego golu? Hmm wg mnie, ale co ważniejsze, wg tych mediów które oglądałem/czytałem to gol prawidłowy, nie uważam/nie widzę jakoś hałasu o to. Co do tych kartek, to skoro atakujesz: tak samo mógł/powinien wykartkować Dybale, Higuaina za symulki i protesty. Poza tym karygodne zachowanie Bonucciego, po którym bodajże Ocampos dostał żółtko, a powinien Bonuc + zawiasy. Nie rozwalaj mnie tekstem, że to Juve było bardziej pokrzywdzone przez sędziego w tym meczu, bo troszkę się ośmieszasz. Zapraszam do Włoch z tą teorią, po piątku wieczór jest tam dość gorąco, mam relacje i śledzę na bieżąco od rodzinki (nie Milanistów dla janości), na pewno ta teoria spotka się z zainteresowaniem :)

To, że Milan był słabszy, nie zasługiwał na wygraną to jasne, nie przeczę. Ale to podobnie jak z PSG - grali jak dupy, bronili się rozpaczliwie, ale czy zasłużyli na to, żeby odpaść w okolicznościach skandalu? A Barca awansować tylko przez to, że sędzia im pomógł? Bo "byli lepsi i cisnęli" ? Dlatego też juve musiało wygrać, bo "cisnęli i chcieli wygrać" i tu na lewego karnego można przymknąć oko?

DaHorse_ACM | 14.03.2017 11:31

@ TLubczyński

Taka anegdotka.

W piątkowy wieczór wypadły mi na szczęście urodziny przyjaciela i meczu nie oglądałem. Na szczęście, bo inaczej wypadłyby mi pewnie (uprzednio siwiejąc rychle) wszystkie włosy... Radośnie ochlewałem się wodą ognistą calusieńki wieczór, aż dostaję wiadomość od kolegi (kibica Juve) "Donnarumma coraz lepszy... ;-)"   Zatem sprawdzam livescore... "K***a, znowu..." wyrwało mi się gorzko...

Kurtyna.

PS. Z innych obserwacji weekendowych - Schick z Genoi powinien być pożegnalnym prezentem Łysego ;)

mateo_b | 14.03.2017 11:58

@TLubczyński - Dzemaili to chyba w Bologni gra a nie Genoi :)

@Pryqqq - rzekomego spalonego Bakki (pół stopy, szał) widać na powtórkach z linią, która jest zrobiona tuż po momencie podania, a nie w chwili podania - wtedy był idealnie w linii.  Karnego w 94 nie powinno być, a nawet jeśli na panience Dybali faul był (bez video powtórek chyba ciężki na live do wychwycenia) to po karnym w 8' chyba ciut łatwiej się podnieść niż w 97' co? Sędziowanie w tym meczu jak i w wielu innych, zwłaszcza z czołówką, Juventusu było bardzo złe, na korzyść Juve. Takie jest moje zdanie i zdanie chyba większości obserwatorów nie będących kibicami Turyńczyków. [edit]

Milosierny | 14.03.2017 12:16

Z jakiej racji należał się karny po ręce Bacci? Sędzia doskonale widział to zagranie i słusznie puścił grę. Akcji z 95 minuty nie dość że nie widział, to jeszcze gwizdnął na ślepo ufając mniej ogarniętemu skandaliście zza bramką, rękę nastrzeloną  ze 180 cm.
Ktoś w ogóle ogarnął że przepisy lekko się zmieniły i odgwizdanie karnego za rękę w dużej mierze zależy od interpretacji sędziego, intencji gracza, naturalnego ulozenia dloni zawodnika i korzyści odniesionej w skutek ręki. Z niektorych komentarzy wynka ze nie.
Spalony Bacci? gdzie ten spalony, pokazcie dowody, powtórki pokazują że akcja była czysta i nie chce tu widzieć jakichs screenów zrobionych przez realizatora z J-Stadium, gdzie piłka jest z 20cm kolo nogi Deulofeu.
Upadek wychowanka Barcelony prześmieszny, widac że DNA się odezwało. Dla kontrastu może warto by było wstawić, klatka po klatce to wymuszenie Dybali po rzekomym faulu Zapaty żeby pokazać co się dzieje z prawą nogą szybującego w górze jak ptak Argentyńczyka. Ludzie z ciężym poczuciem humoru też by się wtedy mogli pośmiać:)
Ogólnie Juventus był lepszy w tym meczu, ale gra i wynik to coś innego a ten przed końcem spotkania brzmił 1-1.

Meryl72 | 14.03.2017 12:25

Crespo to był snajper, chyba nawet w tym sezonie 00/01 wbił hat-tricka Juve. Tą statystykę, że Ciro to najlepszy strzelec od czasów Hernána już gdzieś widziałem, osobiście obstawiałem, że nowym Crespo zostanie Klose, co nie do końca tak wyszło, ale za to Miro asystował jak diabeł. Immobile może nie jest najbardziej utalentowanym napastnikiem, ale brak w umiejętnościach nadrabia walecznością i ciężką pracą. Zobaczymy jaki będzie następny sezon, bo do tej pory wyglądało to w przypadku Ciro b. nieregularnie.

Przed nami rewanż w CI z ASR, ligowy z Napoli oraz Interem, zobaczymy - potencjał na osiągnięcia w tym sezonie bez dwóch zdań jest, pytanie tylko czy utrzymamy formę i wyeliminujemy te przestoje w grze defensywnej.

Yeah_bunny | 14.03.2017 12:31

mateo_b To trzeba mieć pretensje do piłkarza Milanu że zagrał ręką akurat w 95 minucie ;)

Nie rozumiem tych kontrowersji z rzutem karnym, przecież obrońca Milanu zablokował dośrodkowanie ręką, która wystawała poza obrys ciała, a jak mówią przepisy:

"Przepisy wyraźnie stwierdzają, że kontakt ręki z piłką może być uznany  za nierozmyślny  jedynie w przypadku tak zwanych piłek nieoczekiwanych, czyli takich, których ruch w kierunku ręki zawodnika był niemożliwy do przewidzenia przez niego. Oczywiste jest, że sytuacje takie mogą mieć miejsce jedynie wtedy gdy zawodnik walczy o piłkę lub bierze udział w akcji. Trudno wymagać od niego, aby, kosztem efektywności swoich działań, układał on ręce tak aby zminimalizować ryzyko ich kontaktu z piłką, która w niemożliwy do przewidzenia sposób, rozpocznie ruch w kierunku jego ręki.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy zawodnik zna dokładny kierunek lotu piłki lecącej ze znacznej odległości lub, nie znając dokładnego kierunku, wie, że piłka będzie kopnięta w jego kierunku. W takich razach, będziemy mieli do czynienia z piłką oczekiwaną dla zawodnika i tym samym, kontakt jego ręki z piłką, będzie, co do zasady, rozmyślny. Tak więc zawodnik, który, bez możliwości walki z przeciwnikiem o piłkę, podejmuje próbę zablokowaniu strzału na bramkę, musi być świadomy, że sędzia uzna lecącą w jego kierunku piłkę za oczekiwaną. Podobnie będzie w przypadku próby blokowania piłki, kiedy oczywiste jest, że za chwilę będzie miało miejsce dośrodkowanie."

źródło: http://sedziowieszpn.pl/27,none,10, ANALIZA%20-%20R%C4%99ka%20(wraz%20z %20za%C5%82%C4%85cznikami)  
albo
https://www.pzpn.pl/federacja/sed ziowie/analiza-zdarzen/sezon-2016-2 017/2016-07-19/analiza-zdarzen-1-ko lejki-lotto-ekstraklasy

(trzeba usunąć wszystkie spacje w linku)

Nie wiem jak trzeba się starać, żeby uznać że ten karny nie był prawidłowy.  No bo przecież fakt że sędzia gwizdnął przewinienie niecałe pół minuty po upłynięciu doliczonego czasu gry jeszcze łatwiej wyjaśnić zmianą dokonana w doliczonym czasie i tą całą sytuacją z czerwoną kartką.

Yeah_bunny | 14.03.2017 12:49

http://www.fullmatchesandshows.com/ 2017/03/10/juventus-vs-ac-milan-hig hlights/
(usuńcie spacje w linku)

0:58 powtórka z faulem Zapaty na Dybali (widać dokładnie jak obrońca Milanu zahaczył prawą nogę Argentyńczyka)

2:30 powtórka akcji bramkowej Milanu na której widać że Bacca był na  minimalnym spalonym.

Meryl72 | 14.03.2017 12:58

Mój błąd - Crespo zaliczył, tak samo jak  Nedvěd, doppiettę.

mateo_b | 14.03.2017 13:13

@Yeah_bunny
2:30 powtórka akcji bramkowej Milanu na której widać że Bacca był na  minimalnym spalonym.
a zauważasz to, że ta pseudo linia wymalowana jest jak już piłka jest ok 20-30 cm od nogi Deulofeu, czyli ułamki sekundy po podaniu? "To są te detale". W momencie podania Carlitos był własnie te kilkadziesiąt cm z tyłu, więc nie na spalonym.

Yeah_bunny | 14.03.2017 14:06

mateo_b jak dla mnie to na tak zatrzymanej klatce ciągle piłka ma kontrakt z nogą, bo przecież przy uderzeniu piłki kontakt między nogą a piłką trwa jeszcze przez pewną chwilę od zetknięcia. Ale żeby to dobrze ocenić trzeba by prześledzić klatka po klatce powtórkę w dużo lepszej jakości. Inną kwestią jest to dlaczego nie zaufać w tej kwestii realizatorem transmisji, bo kto jak kto ale to oni maja dostęp do najlepszej jakości powtórek jak i największe doświadczenie w tej kwestii, no chyba że podejrzewasz że zrobili to specjalnie, żeby wprowadzić w błąd telewidzów.

Rozumiem że z resztą sytuacji zgadzasz się ze mną, skoro je pominąłeś?

Milosierny | 14.03.2017 14:37

I gdzie Ty tam widzisz faul Zapaty. Włącz sobie ta powtórke od 1:02 i obiektywnie sprobuj powiedziec kto tam szuka kontaktu z nogami rywala.

michal_juve | 14.03.2017 15:01

Dajcie już spokój - od początku jest jasne, że w takim sporze każda strona ma swoje (najmojsze) racje i nie ma szans na przekonanie drugiej. Totalnie jałowy spór który nic nie wnosi...

Drogi Tomku - gratuluję tekstu i standardowo posyłam dalej gdzie tylko mogę :)

Zebry | 14.03.2017 15:04

Miłosierny

Z takiej racji, że zagrał ręką? Nie ma bardziej ewidentnej sytuacji w tym meczu, w której sędzia popełnił błąd. Zawodnik zagrywa ręką z własnej winy. Co według ciebie tutaj jest niezrozumiałe? Tłumaczenie jak w przedszkolu - "ja nie chciałem" hahaha. Błąd piłkarza - wapno! Ce la vi.

Milosierny | 14.03.2017 15:24

Uff dobrze ze napisałeś że jest to ewidentne, że wszystko jest zrozumiałe i że robisz sobie śmieszki, bo przez chwile chciałem wziać Twoj komentarz na poważnie. Dobrze że sędzia tego spotkania znał przepisy i ma swój rozum, nawet całkiem niezle porowadził to spotkanie, szkoda tylko że za bramką postawili takiego nibysędziego.

Yeah_bunny | 14.03.2017 15:53

@Milosierny

Przecież ten karny został prawidłowo odgwizdany. W sytuacji gdzie obrońca spodziewa się strzału lub dośrodkowania i chce je zablokować  musi trzymać ręce przy tułowiu, bo w innym przypadku sędzia traktuje to jako celowe zagranie i jest to zgodne z przepisami do gry w piłkę nożną.

Jeśli nie wierzysz to sobie poczytaj:

http://sedziowieszpn.pl/27,none,1 0, ANALIZA%20-%20R%C4%99ka%20(wraz%20z %20za%C5%82%C4%85cznikami)  
albo
https://www.pzpn.pl/federacja/sed ziowie/analiza-zdarzen/sezon-2016-2 017/2016-07-19/analiza-zdarzen-1-ko lejki-lotto-ekstraklasy

(usuń spacje w linkach)

Yeah_bunny | 14.03.2017 15:59

A co do faulu Zapaty to przecież widać na tym skrócie jak jego prawa noga zahacza prawą nogę Dybali.

http://www.fullmatchesandshows.co m/2017/03/10/juventus-vs-ac-milan-h ighlights/

widać to przecież doskonale we fragmencie od 1:00 do 1:02

GrandeJuve | 14.03.2017 17:05

Nie słuchajcie mateo_b hahaha

Tez mam znajomych  we Włoszech i tam nie ma z nimi co dyskutować, zero obiektywizmu. Nawet siędzia Massa mówił, że nie ma za co prepraszać Milanu bo podjął słuszną decyzję. Pomagają Juve w meczach z czołówką hahah jasne, może przyponisz sobie San Siro Milan-Juve i gola Pianica ??

Nie mówi się we włoszech o spalonym Bacci bo byłna korzyść Juve, Włosi żyją w przekonaniu, że Juve nie jest najlepsze we Włoszech i wygrywają tylko dzięki sędziom.
A o Romie, której sędziowei najbardziej w tym sezonie pomagają też nie ma dyskusji bo Roma jest 2 i nie wygrywa pucharów więc kogo oni obchodzą.

A czemu nie dyskutuje sie o symulce Hamsika i o kranym na 2-0 w meczu Napoli-Crotone. Sytuacja taka sama jak z Romą.

Więc żyjcie w swoim świecie, że Juve nie jest najlepsze we Włoszech, że wygrywa o 6 lat dzięki sędziom, że gra w finale LM dzięki sędziom, że wygrywa Puchar Włoch dzięki sędziom. itp.

NewMaldini | 14.03.2017 17:30

Już dajcie spokój z tym karnym. Czy ręka była była? Tak była. Czy większość sędziów podyktowała by karnego? Nie. Ten mecz to historia, Milanowi nic już punktu nie zwróci, a wszystkie te wasze przepychanki są guzik warte.

David85Juve | 14.03.2017 17:37

Hamsik piekna symulka, a Insignie tez sporo dodal od siebie

De Lauresntis zrobil*****burze w mediach i dwa karne dostal ale kto by sie przejmowal Crotone

Najwazniejsze ze sedzia podytkowal jeden karny z trzech ktore mogl.

Ale jak to mowi klasyk,psy szczekaja....

IvIod | 14.03.2017 17:56

Dobrze, że to jest 'mrużąc oczy', bo czytając tylko tutejsze komentarze, a nie widząc meczu Juve-Milan...postronny kibic mógłby faktycznie pomyśleć, że Milan został pokrzywdzony :P

Całość czytało się bardzo przyjemnie, życzę ciągłego zapału do pisania takich tekstów autorowi :)
Gratki.

JerryF | 14.03.2017 18:48

Zastanawia mnie do czego dążą kibice koalicji AntyJuve ?
Różne statystyki pokazują, że odnośnie błędów sędziowskich, karnych itp jesteśmy w środku stawki. Niestety niewiele osób zauważy, że te kilka punktów i tak by w ogólnym rozrachunku nic nie zmieniło?
Jakoś nikt nie widzi, że w Europie Juve (póki co przynajmniej) nie notuje 2:4 z Lyonem, 2:4 z Borussią M., 2:6 w dwumeczu z Realem, o 0:2 z Hapoelem Beer Sheva nie wspominając.
W LM też wszyscy przekupieni i jeżdżą Fiatami/Jeep'ami ?

A może chodzi o to, że skoro liga nudna to chociaż na trybunach ciekawie? :)
----
Patrząc na ostatnią grę Interu, to na ich miejscu wymieniłbym tylko boki obrony i dokooptował kogoś doświadczonego i solidnego do środka pomocy oraz ewentualnie kogoś na rezerwe by wzmocnić rywalizację. Ta drużyna przeszła tyle terapii szokowych, że czas by się zgrywali, bo jeśli zgodnie z medialnymi doniesieniami znowu czeka fala nowych zakupów, to nie wieszcze im stabilizacji na początku przyszłego sezonu.

Pendolino | 14.03.2017 19:10

...kurde...popcorn mi się skończył

Kokodzambo | 14.03.2017 22:25

Sędziowie się mylą. Zawsze się mylili. Zawsze też było widać że sędziowie we wszystkich krajach z jakiegoś powodu są ciut bardziej skłonni gwizdać na korzyść mocniejszej ekipy, ale to czynnik psychologiczny. Nie rozumiem tego durnego roztrząsania tej sprawy, bo niektórzy zachowują się jakby od tygodnia oglądali piłkę i akurat trafili na mecz Juve. Nie jestem sędzią i nie mogę fachowo ocenić czy sędzia podjął dobrą decyzję, ale powinno się zwrócić uwagę na fakt że sędzia był w pewnej odległości od sytuacji, nie miał czystego widoku na zdarzenie a do tego kontakt faktycznie był. No i presja. Gdy się siedzi przed telewizorem, a potem jeszcze obejrzy 40 powtórek z różnych ujęć to łatwo jest krytykwoać decyzję i zarzucać nawet przekupienie (!!) sędziego. Sędzia pracuje w "trochę" innych warunkach.
Ogarnijcie się.



seriea.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy