REKLAMA
REKLAMA

Mrużąc oczy: 25. kolejka Serie A

dodał: Tomasz Lubczyński  |  źródło: SerieA.pl  |  20.02.2017 19:28
Dlaczego mrużąc oczy? Bo jestem ślepy i często mrużę, gdy coś oglądam. A zazwyczaj widzę życie, które jest zbyt poważne, podobnie sprawy mają się z futbolem. Na szczęście piłka na Półwyspie Apenińskim często sprawia, że nie pozostaje nam nic innego, jak uśmiechnąć się i z politowaniem pokręcić głową. Jako wnikliwy, niestrudzony, masochistyczny i nieskromny obserwator calcio, chciałbym Was zabrać w zakręconą podróż po stadionach Serie A i w krzywym zwierciadle podsumować wydarzenia z tej kolejki. Nie zapinajcie pasów i nie regulujcie monitorów – to i tak nie pomoże.

SPOKÓJ PRZED BURZĄ?
W Turynie bez zmian. Juventus ponownie się nie przemęczał, a ograł Palermo aż 4:1, tracąc bramkę w samej końcówce. Nie zmienia to jednak faktu, że bianconerim należało się po spotkaniu kilka gorzkich słów. Dość napisać, że jeśli Mistrz Włoch zagra tak z FC Porto, to może nie skończyć się zbyt przyjemnie. Nie chcielibyśmy chyba, by turyńczycy powtórzyli los Barcelony, prawda?

Statystyki wskazywałyby, że wystarczy prowadzić do przerwy. Jeśli w meczu z portugalską drużyną po 45 minutach to Juve będzie górą, bianconeri zwyciężą w całym spotkaniu. Do tej pory mieliśmy 12 wygranych pierwszych połów Starej Damy i wszystkie prowadziły do końcowego zwycięstwa. Skoro już przy passach jesteśmy, to nie może zabraknąć najważniejszej – 29 wygranych podopiecznych Allegriego u siebie z rzędu. Nieco smutniejsza? Buffon w końcu wpuścił bramkę… ale cóż, przynajmniej będzie mógł rozpoczynać liczenie od nowa.

Co do samego meczu, to trener Juve postawił na typowe ostatnio 4-2-3-1, a raczej w taki sposób przedstawiano ustawienie turyńczyków przed spotkaniem. Coś mi się wierzyć nie chciało, że Stefano Sturaro faktycznie zagra na lewej stronie ataku.  I rzeczywiście – środkowy pomocnik grał znacznie bliżej środka niż zazwyczaj ustawiony jest Mandzukic przy takiej formacji ataku. Jeśli już zahaczamy o Chorwata, to trzeba powiedzieć, że zmiany taktyczne i gra właściwie czwórką w ofensywie jest dla niego zbawieniem. Patrząc bowiem na formę Gonzalo Higuaina (kolejne trafienie!) i Paulo Dybali, trudno byłoby znaleźć miejsce dla Mario w wyjściowej jedenastce. Na szczęście dla niego, napastnik postanowił zostać wolnym elektronem na lewej flance, gdzie biega ile wlezie i gdzie wlezie.

Wspomniałem Dybalę, prawda? Fenomenalny występ, bez dwóch zdań. Chemia z Higuainem jest tak gęsta jak smog w Krakowie – można kroić nożem. To musi w Turynie cieszyć, bo Panowie rozumieją się ostatnio bez słów. Jeśli zaś chodzi o samego La Joya, to pamiętacie, jak tydzień temu narzekałem, że zabiera wolne Pjanicowi, czemu się kategorycznie sprzeciwiam? W piątek Pjanic nie zagrał, więc ponownie stałe fragmenty wykonywał Dybala i… zagrał mi na nosie. Pierwszy wolny – słupek, okej, zdarza się. Ale drugi? Piękne okienko, Miralem lepiej by tego nie zrobił. Tak sobie tylko myślę, że jak zwykle mam zbyt długi jęzor i… chociaż nie, idę w zaparte. Wciąż uważam, że jeśli obaj są na boisku, to do wolnych powinien podchodzić tylko Pjanic. I tyle.

Znamienne dla Dybali było natomiast coś jeszcze – brak radości po golach. Czytający podsumowania regularnie wiedzą, że nie przykładam do tego większej wagi, tzn. nie przeszkadza mi, gdy piłkarz ucieszy się po bramce. To naturalne, czasem może się nawet zapomnieć. W przypadku Argentyńczyka nie było zresztą z czego się cieszyć, w końcu trafienie przeciwko Palermo to żadna sztuka. A i sytuacja rosanero pozostaje nie do pozazdroszczenia – spadek zdaje się być nieunikniony, Lopez na ławce niby coś robi, ale jest bezradny. Nie ma bowiem na świecie trenera, który zdołałby tę drużynę utrzymać w Serie A. Tu potrzeba raczej Jezusa i jakiegoś cudu. Choć Diego Lopez długie włosy ma, to synem bożym nie jest. Choć, trzeba przyznać, imię dostał boskie.

Największym przegrywem obecnie w Palermo jest Goldaniga. Facet, który kilkukrotnie mylił się do tego stopnia, że Juve mogło, albo strzelało bramki. Gdyby komuś chciało się wycinać wszystkie kontakty z piłką obrońcy rosanero, to byłby to doskonały materiał do podłożenia muzyki z Benny’ego Hilla. Problem w tym, że przy okazji defensor skrzywdził bramkarza Posaveca. Choć wiem, sytuacja przypadkowa. Jednak Josip został znokautowany i pozostawał przez chwilę nieprzytomny. W końcu otrząsnął się… i grał dalej. Lopez go nie zmienił, chyba sam tylko wie dlaczego. Choć podejrzewam, że chodzi ławkę, na której miał jeszcze większych młokosów. Pamiętacie, co pisałem o potrzebie doświadczonego bramkarza na Sycylii? No właśnie.

Z tego miejsca należy jednak pochwalić obrońcę Sinisę Andelkovicia, który pokazał, że choć w rzemiośle piłkarskim wirtuozem nie jest, to przynajmniej nie spał na lekcjach przysposobienia obronnego w szkole (a może tylko ja miałem takie zajęcia w liceum?). Kolega ułożył Posaveca od razu w pozycji bocznej ustalonej. Szacunek, pełny profesjonalizm. Ale cała sytuacja wyglądała po prostu strasznie.

Dybala, Lichtsteiner, Bonucci – co łączy tych piłkarzy poza grą dla Juve? Wszyscy mieli ostatnio spięcia z Allegrim. Leo tuż po spotkaniu z Palermo wdał się w słowną przepychankę (przez bardzo DUŻE P) z trenerem przy linii bocznej, po czym pobiegł od razu do szatni, nie podziękował nawet kibicom z resztą drużyny.

Nie wygląda to ciekawie, bo, jak to mówią – gdy ktoś zwraca na coś uwagę raz – zignoruj to, gdy robi to druga osoba – zastanów się nad tym, gdy już trzecia – zrób coś. Nim będzie za późno. Być może z dużej chmury pokropi na nas ledwie mżawka, ale nie można przejść obok kolejnego incydentu obojętnie.

NUDY Z KOMPLETEM
Co Was będę oszukiwał (szczególnie, że pewnie kilka osób mecz widziało) – w Bergamo mieliśmy do czynienia ze spotkaniem co najwyżej przeciętnym. Dobra, dobra – słabym i nudnym, dość owijania w bawełnę. Pierwsza połowa pozwalała na przyjemną drzemkę, niewiele byśmy stracili. Po zmianie stron jedna ładna akcja gospodarzy dała im komplet, ale najistotniejsze jest to, że nie była to, żadną miarą, łatwa przeprawa ekipy Gian Piero Gasperiniego. Wbrew klasie rywala, Papu Gomez i spółka musieli poważnie napocić się, by zgarnąć komplet punktów. Najważniejsze dla nich, że się udało, to nie ulega wątpliwości. 3:0, 10:0, 1:0 – to wciąż tyle samo punktów w tabeli.

Tabeli, która wygląda naprawdę dobrze dla La Dea. Atalanta wciąż zajmuje czwarte miejsce w Serie A, a i strata do pierwszej trójki nie jest tak duża, by nie móc mierzyć jeszcze wyżej. Bo i dlaczego nie? Przecież klub z Bergamo i tak żyje już w tym sezonie pożyczonym życiem. Takie rozgrywki nie miały się prawa, teoretycznie, zdarzyć. A jednak. Dlatego potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której kopciuszek walczy nawet o Ligę Mistrzów. Nie wierzycie? Mógłbym tylko zapytać, jak pewien trener mentalny (którymi gardzę w zdecydowanej większości) – kto Wam, k…, zabrał marzenia?

A jeśli Wam ktoś zabrał, to nie róbcie tego Atalancie. Nawet jeśli miałyby się one rozwiać za tydzień w Neapolu. Jakby nie było – na San Paolo szykuje się nie lada meczycho w przyszłą sobotę. Czekamy.

Czekamy również na to, co nieuniknione w kontekście Crotone. Beniaminkowi zawsze wiatr w oczy i kuksaniec między żebra. Z Atalantą nie zagrali bowiem wcale słabego meczu – bez kompleksów, odważnie, zabrakło nieco szczęścia, nieco więcej wytrwałości, a mieliby się z czego cieszyć. Niestety dla nich, dobrymi uczynkami piekło jest wybrukowane, samym przyzwoitym wrażeniem nie utrzymają się w Serie A. Choćby nie wiem, jak chcieli. Choć z drugiej strony, rywal mógł pokonać ich wyżej. Bo wytłumaczcie mi – JAK TO NIE WPADŁO:


PS Na stadionie Atalanty piękne chwile przed meczem – wielka choreografia dla Federico Pisaniego, który w latach 1992-1997 bronił barw La Dea. Dla klubu z Bergamo grał do śmierci – zginął tragicznie 12 lutego 1997 roku. Numer 14, z którym wychodził na boisko, pozostaje w klubie zastrzeżony od tego czasu.

SKORUPSKI TO NIE WSZYSTKO
Jeśli coś potwierdziło się w drugim sobotnim spotkaniu, to fakt, iż nawet na najlepszym bramkarzu nie da się zbudować drużyny. Albo nie, inaczej – na pewnym poziomie drużyna nie może polegać tylko na golkiperze, bo nie prowadzi to do niczego dobrego. Spójrzmy na Empoli – Łukasz Skorupski niemal co kolejkę jest uznawany najlepszym graczem swojej ekipy, a bardzo często również meczów, w których występuje. Bywa, że jest chwalony nawet w momencie, gdy wpuści kilka bramek. Nie zdarza mu się to bardzo często, ale tak było właśnie w 25. kolejce. Lazio mogło już spokojnie prowadzić po pierwszej połowie, ale stanowcze „nie” powiedział Polak i wybronił, co miał wybronić. Nie żeby było tego wyjątkowo dużo, ale też wystarczająco, by nasz rodak się nie nudził.

I cały trud Łukasza na nic, bo w końcu i tak Azzurri polegli. Ponownie zawiodła defensywa, obrońcy nie popisali się przy obu bramkach dla Lazio – przy trafieniu na 1:1 Immobile wykorzystał chwilowe zamrożenie funkcji życiowych graczy Empoli w polu karnym, a przy bramce na 2:1 Balde Keity główny udział miał Andrea Costa, którego zatrzymanie woleja… ręką zmyliło Skorupskiego i pozwoliło wpaść piłce do siatki. Gdyby nie to, mielibyśmy rzut karny i kto wie, czy nie kolejną spektakularną interwencję Polaka.

A tak, pozostało mu się tylko frustrować, szczególnie, że to gospodarze wyszli na prowadzenie. Właściwie z niczego, ale to nie jest teraz najważniejsze. Najważniejszy jest sam fakt trafienia Rade Krunicia. Facet na gola czekał 1,5 roku, a gdy już przymierzył to ulala! Ale co z tego, skoro miejscowi momentalnie się rozluźnili, co wykorzystało Lazio? Wyrównanie w kilkadziesiąt sekund po straceniu bramki – tak się wraca do gry, drodzy państwo.


Empoli w Serie A się utrzyma, nie ma się co łudzić. Problem w tym, że stanie się tak głównie dlatego, ze Azzurri nie mają konkurencji. Po prostu spadkowicze będą jeszcze słabsi i tyle. Nie zmienia to jednak faktu, że podopieczni Martusciellego grają rozpaczliwie bolesną dla oka piłkę. Nie zasługują na Serie A i sam niezły El Kaddouri tego nie zmienia. Łukasz musi stamtąd uciekać czym prędzej. Torino, Roma – wszędzie lepiej niż na Carlo Castellani. Czas na rozwój i głębszą wodę.

Wody pucharowe czekają natomiast najwyraźniej na Lazio. Choć Inter szczęśliwie utrzymał się nad nimi w tabeli, to wciąż różnica punktowa jest znikoma i wszystko jeszcze jest możliwe. Najbliższe kolejki dla ekipy Simone Inzaghiego będą kluczowe – łatwi przeciwnicy (w większości) to dobry sposób, by nabić ja najwięcej punktów i wywindować się w tabeli jak najwyżej. Tak, by później móc skupić się na bronieniu wysokiego miejsca w ostatnich kolejkach. Czuję, że walka o Europę w tym sezonie będzie arcyciekawa i nie będziemy świadkami typowego kulawego wyścigu do LE. Oby.

PS Strzelec gola Balde Keita zapewniał po meczu, że jest w dobrych stosunkach z resztą drużyny. Pragnę w to wierzyć, ale mam wrażenie, że w jego przypadku sympatie i antypatie to sprawa bardzo płynna.

PPS Piłkarze wyszli na spotkanie wraz z dziećmi z gminy Cittareale, która było jednym z najbardziej dotkniętych rejonów przez niedawne trzęsienia ziemi. Miły gest.

GABI-GOL!
Dla Gabriela Barbosy wszystko zaczyna się i kończy w tym sezonie na Bolonii. 25 września ubiegłego roku zadebiutował w koszulce Interu właśnie w meczu z rossoblu. Po raz pierwszy (i do tej pory ostatni) wyszedł w podstawowym składzie właśnie przeciwko ekipie Donadoniego w Pucharze Włoch. W niedzielę, w ramach 25. kolejki Serie A ponownie nerazzurri spotykali się z Bologną i Gabigol ponownie zapisze mecz przeciwko drużynie z Renato Dall’Ara w pamiętniczku – pierwsze trafienie na koncie, w dodatku zapewniające Interowi komplet punktów. Brazylijczyk pewnie chciałby do końca sezonu mierzyć się tylko z rossoblu.

Z tego miejsca muszę nie tylko piłkarza nerazzurrich pogłaskać z uznaniem po głowie, ale również pochwalić się pierwszym przejawem przywidywania przyszłości przez moją skromną osobę. Otóż wraz z wejściem Gabigola na boisko zapowiedziałem na Twitterze, że to jest właśnie zmiana za trzy punkty Interu. No i cóż, no i bach. Mówię, mam. Ciekawe natomiast, co teraz czeka młodego Brazylijczyka. Dostanie więcej szans? Niby tylko strzelił gola, nic wielkiego. A mi cały czas kołaczą się po głowie słowa Waltera Zengi – Gdyby Gabigol był naprawdę tak dobry, to myślicie, że Pioli nie stawiałby na niego? Widzę w tym rozumowaniu nieco sensu, choć z drugiej strony to spore uogólnienie i spłycenie oceny sytuacji piłkarza.

Na pewno jest mi żal nieco Maurito Icardiego, który w niedzielę obchodził 24 urodziny i spędził je w domu, wciąż zawieszony za niefrasobliwe kopanie piłki po Derbach Italii z Juve. Szkoda mi napastnika Interu głównie dlatego, że przez swoją absencję musiał oglądać, jak czole kopie się Rodrigo Palacio, a niewiele lepiej radzi sobie Eder. Wiem, że ten drugi wygrał niemal w pojedynkę nerazzurrim mecz z Empoli, jednak starcie z Bologną dobitnie pokazało jedną rzecz – atak ekipy z Mediolanu zasługuje na spore wietrzenie i generalny remont. Zresztą, spójrzcie tylko na finezję, z jaką Palacio zmarnował 1000000001% okazję w pierwszej połowie meczu:


Poza tym przed przerwą na murawie wiało ch… nudą. Inter męczył się, szczególnie w środku pola, z drużyną, która w ostatnich tygodniach radzi sobie gorzej niż fatalnie. Wiele wskazuje jednak na to, że bolończycy powoli ogarniają się i wkrótce będą wciąż grali nudno, ale przynajmniej wrócą do skutecznego punktowania. O ile wciąż nie będą im przeszkadzać sędziowie, bo tak było przed tygodniem w Genui, tak też stało się i tym razem – gospodarze powinni mieć co najmniej rzut wolny z 16 metra (bo mam wątpliwości co do karnego) po tym, jak Eder miał omamy i nogi rywala wziął za piłkę. Poważnie, tak to wygląda na tej powtórce:


Donadoni po spotkaniu nie miał słów do arbitra, dosłownie. Humoru Roberto nie poprawił na pewno Samir Handanovic, który wybronił Interowi zwycięstwo w końcówce. Tym samym nerazzurri zdobyli komplet punktów i wciąż kroczą ramię w ramię z Atalantą. Co zaś się tyczy samej pierwszej połowy to cóż… niemal wszyscy najwięksi w tej kolejce rozpędzali się powoli. To, że Inter na dobrą sprawę nie rozwinął pełnej prędkości przez 90 minut, to już inna sprawa. Jak to jednak powiedział, przywoływany dopiero co bramkarz ekipy z Mediolanu – Trzy punkty to trzy punkty. Zdobyte po meczu, w którym nie wszystko wychodzi, smakują jednak jeszcze lepiej. Coś w tym jest, panie Handanovic, coś w tym jest.

PS Yogatomo nawet gratulacji koledze z drużyny nie potrafi złożyć bez kiksu. Och, Yuto, Yuto.


OPPA ZEMAN STYLE!
Chyba nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo brakuje nam Zdenka Zemana nim poczciwy staruszek nie wrócił do Serie A. To zaiste postać jedyna w swoim rodzaju, z nieodłącznym papierosem w ustach, wyznająca radosny, nieskrępowany zadaniami defensywnymi futbol. I jakby nie skończyła się przygoda z Pescarą, lepszego początku Czech wymarzyć sobie po prostu nie mógł. Choć nie można zapominać, że z obrazem Typowego Zemana kłóci się zachowanie czystego konta. Ale nie wszystko naraz, dajmy mu czas.

Śmiechy śmiechami, ale poważnie zastanawiam się – na ile 5:0 z Genoą to wypadek przy pracy/efekt nowej miotły, a na ile błysk nadziei dla ekipy ze Stadio Adriatico? Musimy bowiem pamiętać, że to wciąż stary Zeman, ten sam, nie inny. Dlatego też w przyszłej kolejce porażka 3:7 nie powinna nas zdziwić. Ot, wszystko wróci do normy. Jednocześnie jednak jakaś tam cząstka romantyka wciąż wierci mi dziurę w brzuchu i szepcze do ucha – a może nowy trener Pescary okaże się zbawcą, a drużyna rozpoczyna właśnie triumfalny marsz ku utrzymaniu? To byłaby piękna historia, nie ma co. Doprawdy, jak dla mnie Mistrzostwo Anglii zdobyte przez Leicester mogłoby się schować.

Romantyzm swoje, realizm swoje. Zdaję sobie bowiem sprawę, że o wiele bardziej prawdopodobna jest opcja z krótką poprawą pacjenta przed śmiercią, Diego Lopez też zaczął Palermo z wysokiego C. Przy tym nie mogę jednak zapomnieć widokówek z 25. kolejki – w ofensywie ekipa Pescary faktycznie grała sensownie i można było zaobserwować schematy rozegrania, czyli coś, co za Oddo było raczej nie do pomyślenia. Dlatego też chyba nikt już nie tęskni za byłym szkoleniowcem Delfinów. Cholera, za Massimo nie można było liczyć na cokolwiek więcej niż chaotyczne próby, a już na pewno nie na tak piękne, zespołowe akcje:


A Zdenek cały czas nieszczęśliwy, co będzie można zaobserwować na wideo poniżej. Może to dlatego, że zadano mu bardzo, bardzo ważne pytanie – czy rzuciłby palenie, gdyby od tego zależało utrzymanie Pescary? Odpowiedź była krótka – DAJCIE MI PALIĆ! Pewne nawyki się nie zmieniają. Ja natomiast okazałem się w ten weekend prorokiem… tak, wygraną Delfinów również przewidziałem. Mówcie mi Nostradamus. Uśmiechnięty, w przeciwieństwie do Zdenka.


Pescara w tym meczu nie tylko zagrała świetnie, zagrała historycznie. Do tej pory nie tylko nigdy nie wygrała 5:0 w Serie A, nigdy również nie prowadziła aż 3:0 do przerwy, poza tym to pierwsze trzy punkty Delfinów od sierpnia. A przede wszystkim premierowa PEŁNOPRAWNA wygrana w obecnym sezonie. Wiadomo, za takową nie uważam walkowera z Sassuolo. Przy tym jednak trzeba pamiętać, że ekipa ze Stadio Adriatico nie zapracowała sama na tak okazały wynik. Równie wielkie zasługi należy przypisać Genoi, a dokładniej jej defensywie. To, co wyczyniali obrońcy rossoblu, woła o pomstę do nieba. Kto nie wierzy, niech spojrzy na tego gola:


To kwintesencja słabości obecnej Genoi. Dziewiąty mecz bez zwycięstwa i posada Ivana Juricia wisiała na włosku do 23:56. I nic dziwnego, trochę się chyba facet pogubił, a raczej dał się zaskoczyć zimowej wyprzedaży Preziosiego. Tak, wiem, że to nie jest wytłumaczenie aż tak słabej dyspozycji, ale na pewno nie pomaga w powrocie do lepszej gry. Z Pandevem i Palladino w ataku Serie A nie zawojował nikt nigdy, nawet gdy byli dużo młodsi. A co dopiero teraz. Bądźmy poważni. Wchodzący w buty Juricia Mandorlini będzie miał trudną robotę.
PS Pescara Zemana to nie tylko gole, to także walka. Bez pardonu.


PPS A tak witali kibice piłkarzy Genoi. „Wstyd, hańba, dranie” i inne epitety. W pewien sposób można ich zrozumieć… w pewien sposób.


BUFON I ODWIECZNA WALKA DEFENSYWY Z OFENSYWĄ
To kolejny weekend, w którym faworyci nie zawiedli. Nie inaczej było w przypadku Napoli, które bez zbędnego wysiłku ograło Chievo. Raz, dwa, trzy i można skupić się na zbliżającym się maratonie . Już wkrótce czas na Atalantę, Juventus, Real i Romę. Stąd też nie można się przemęczać, a choć Chievo nieco krwi rywalowi napsuło, to koniec końców zwycięstwo podopiecznych Sarriego nie było zagrożone choćby przez moment.

Swoją drogą, pojedynek w Weronie to kolejne starcie rozkręcające się bardzo powoli. Choć Azzurri prowadzili po pierwszej połowie 2:0, to oba trafienia zaliczyli w ostatnim kwadransie przed przerwą. Insigne strzelił w swoim stylu – zawinął po długim rogu z narożnika (niemal) pola karnego. Powoli staje się to jego firmowym uderzeniem. Niczym Robben, tyle że Lorenzo schodzi do środka i mierzy w okienko. Hamsik, który załadował na 2:0 ma dużo szerszy wachlarz trafień i nic dziwnego, że jest grającą legendą klubu. 110 goli to nie przelewki, Maradona „pęknie” jeszcze w tym sezonie. Pamiętajcie, mam w ten weekend siłę wieszczą.

Z tego też względu roszczę sobie możliwość do oceny pozycji Polaków w drużynie z Neapolu. Otóż Piotr Zieliński jest już pełnoprawnym członkiem wyjściowej jedenastki. Moim zdaniem, na ten moment to Allan jest człowiekiem do rotacji, a nasz rodak wschodzącą gwiazdą drużyny. Kolejna bramka w niedzielę, jakkolwiek na fuksie, tylko to potwierdza. Co do Arka Milika, to przede wszystkim – Mertens odpoczywał, szansę na grę otrzymał Pavoletti i kompletnie zawiódł. Był niewidoczny, nie potrafił wykreować okazji sobie czy kolegom. Dość napisać, że ta chwila, którą były napastnik Ajaksu spędził na boisku wystarczyła, by zrobić o wiele więcej na murawie od sprowadzonego z Genoi Włocha. To dobry prognostyk, Pavogol nie jest zagrożeniem dla Milika. Zgodnie z tym, co przewidywałem.

Teraz należałoby włożyć więcej niż kilka łyżek dziegciu do beczułki miodu. Po pierwsze – Aurelio De Laurentiis i jego głupie wtrącanie się w wybory Sarriego po meczu z Realem. Kibice z Neapolu podsumowali to transparentem, w którym nazywają go, dość cenzuralnie jak na Ultrasów – BUFONEM. I nie, nie tym z  Turynu.

Pomijając już samego właściciela klubu – jeśli coś nie poprawi się w obronie neapolitańczyków, to nie mają czego szukać w rewanżu z Realem. Przecież momentami Chievo robiło z nimi, dosłownie co chciało. Mówimy o drużynie, którą błyskotliwą w ataku można nazwać tylko przy wielkich, naprawdę wielkich chęciach. A i tak zrobimy to z przymusem.

Nie jest jednak przypadkiem, że od połowy grudnia ekipa Sarriego zachowała czysto konto we wszystkich rozgrywkach zaledwie dwukrotnie na 12 (!) meczów. Ani Koulibaly, ani Maksimovic, ani Albiol nie są bezbłędni. Często udaje się im zagrać dobrze, przyzwoicie, ale niemal w każdym spotkaniu zdarzają się błędy, błędziki, które nie zawsze są wykorzystywane. W kluczowym momencie sezonu – a taki czeka ekipę Sarriego na przełomie lutego i marca – trzeba być jednak doskonałym. Albo traci się wszystko. Azzurri, decydujcie się.

SFRAJERZYLI RAZY KILKA, SFRAJERZYŁ I KTOŚ DLA NICH
Sassuolo w tym sezonie to ekipa po przejściach – ogromne problemy z kontuzjami to jedno, ale jeszcze większe kłopoty z utrzymaniem pozytywnego rezultatu to zupełnie co innego. O wiele gorszego, coby nie było wątpliwości. Do historii (przynajmniej obecnego sezonu) przeszedł mecz z Sampdorią, w którym to podopieczni Di Francesco na kilka minut przed końcowym gwizdkiem prowadzili 2:0, by ostatecznie przegrać 2:3. Później przyszło jeszcze gorzej wyglądające na papierze 3:4 z Cagliari. I tak, drużyna z MAPEI Stadium prowadziła już 3:1, by ostatecznie wracać z Sardynii bez zdobyczy punktowej. To tylko pogłębiało żałosny obraz drużyny, która dopiero co walczyła w europejskich pucharach.

Niemniej wraz z wiosną nieco się polepszyło – większość urazów wyleczono, a i wygrać ponownie się nauczono, że tak, tyle niezgrabnie, co niefortunnie, zrymuję. Koronnym przykładem jest pojedynek z Udinese. Bianconeri prowadzili z rywalem 1:0, gdy na telebimie na Dacia Arena wybiła 70 minuta. Wszystko zdawało się być w ich nogach, wystarczyło dowieść prowadzenie do ostatniego gwizdka, a może nawet skontrować na 2:0 w końcówce. Nic bardziej mylnego – goście najpierw wyrównali, a później dobili rannego przeciwnika. Bez litości, bez pardonu – tak, jak z nimi działo się wcześniej. Nic takiego nie miałoby jednak miejsca, gdyby nie namiastka geniuszu, którą naznaczył Bóg Defrela. To właśnie on strzelił obie bramki dla Sassuolo, to on poprowadził ich po komplet punktów.

Szczególnie drugie trafienie Francuza było wyjątkowej urody. Zresztą, nie tylko ładne, ale i bardzo przebiegłe. Chytre, innymi słowy (choć profesor Miodek zabiłby mnie za użycie właśnie takiego określenia… ale co tam, małe jest prawdopodobieństwo, że były już dyrektor IFP we Wrocławiu natrafi na to podsumowanie. A jeśli tak się stało, to pozdrawiam Pana, Panie profesorze. Tak, obronię się po wakacjach!). Mój ulubieniec, stojący w bramce Udinese Orestiz Karnezis, był bez szans. W horrorach o takich ofiarach mówi się, że nie wiedziały nawet, co je zabiło:


Inna sprawa, że Orestiz i tak zagrał przyzwoicie i gdyby nie on, to w końcówce skończyłoby się 3:1. Nic takiego się jednak nie stało, z Grekiem jest podobnie jak ze Skorupskim – często jego heroizm nie ma znaczenia z powodu „wyczynów” reszty drużyny. Czasem rękawice odpadają, skracając myśl. Nie wiem co, ale wiem, że wiele opaść musiało natomiast Di Francesco, gdy zobaczył próbę Berardiego. Dominik wprawdzie zaliczył w niedzielę asystę, ale celownik powinien sobie nastawić, bo takimi próbami prędzej ustrzeli gołębia niż bramkę. Nie no, przesadzam. Było blisko…


…trafienia w Zico, który zawitał na stadion Udinese w niedzielę. Witany z wszelkimi honorami Mistrz Rzutów Wolnych, który w sezonie 82-83 o jedną bramkę przegrał walkę o tytuł Capocanonniere z Michelem Platinim (rozgrywając o cztery mecze mniej od Francuza), zmuszony był oglądać przeciętnych bianconerich. Nic nowego, chciałoby się powiedzieć, wszak my oglądamy ich niemal tydzień w tydzień. Ponad bylejakość co jakiś czas wybijają się jednostki, w tym Seko Fofana. Pomocnik ponownie strzelił gola, znowu zresztą spektakularnego. Szkoda tylko, że nie wystarczył on na choćby punkt. Jednak nie mają się o co kibice Udinese martwić – spadek im nie grozi… z tego samego powodu, dla którego utrzyma się Empoli, Genoa czy Cagliari. Ta liga jest po prostu za duża.

CIĄGNIEMY ZA USZY
W Genui miały strzelać obie drużyny, co do tego byłem przekonany. Miałem wrażenie ponadto, że Sampdoria wygra i przedłuży niezłą passę. Cagliari to nie jest bowiem ekipa, która powinna sprawiać Blucerchiatim większe problemy, szczególnie w obecnej formie jednych i drugich. Problem w tym, że podopieczni Giampaolo uśpili naszą czujność i niemal zapomnieliśmy, że, a jakże, są nieprzewidywalni. Bo choć zremisowali, to mogli nawet przegrać – podobnie jak z Bologną przed tygodniem, również z Sardyńczykami nieco za uszy podciągnął ich sędzia. Ibarbo trafił do siatki w sposób całkowicie prawidłowy. Co tam było do anulowania? Nie wiem sam, ale na pewno nie bramka dla gości. Bo ani spalonego, a jeśli ktokolwiek przeszkadzał Viviano, to jego właśni obrońcy.


No właśnie, Viviano. Bramkarz Sampdorii zawalił ekipie z Marassi pierwsze spotkanie w tym sezonie z Cagliari, gdy po jego paperze w samej końcówce zwycięstwo Sardyńczykom dał Melchiorri. Również na powyższym wideo widać, że był o krok od kolejnego wręczenia punktów rossoblu. A dałbym sobie rękę uciąć, że Emil to zagorzały kibic Fiorentiny, nie Cagliari. No cóż, najwyraźniej po prostu hojny z niego gość.

Mimo remisu, Sampdoria może wciąż cieszyć się serią czterech spotkań bez porażki. Patrząc na wyniki genueńczyków z tego sezonu nie sposób nie stwierdzić, że grają w kratkę i gdy tylko wydaje się, że Ferrero nie ma wyboru i wkrótce zwolni Marco Giampaolo ze stanowiska trenera, drużyna zaczyna wracać do formy. Spójrzcie na ich terminarz, to nie przypadek! Poważniej natomiast rzecz biorąc, spotkanie w Genui mogła wygrać każda z ekip i pomijając pomyłkę sędziego, również Sampa miała swoje okazje, jak choćby obicie obramowania bramki przez Torreirę.

Do siatki ostatecznie tego popołudnia trafiali tylko gracze Juventusu, dokładniej byli zawodnicy – Fabio Quagliarella i Mauricio Isla. Szczególnie ten drugi powinien postawić piwo defensywie Sampdorii, bo to, co zrobili przy jego trafieniu, woła... nie, nie woła. Leży i kwiczy. Zresztą, cały występ genueńczyków w tyłach to niezła parodia. Ja wiem, że taki Skriniar jest młody i być może wielka kariera jeszcze przed nim, ale czasem mam wrażenie, że czeka go tak samo duża, o ile nie większa ilość pracy nad sobą. Wiele jest, wbrew pozorom, do poprawienia.

On przynajmniej występuje w pierwszym składzie swojej ekipy, czego nie może powiedzieć o sobie starszy od niego obrońca Cagliari, Bartosz Salamon. Nasz rodak nie ma co liczyć na kolejne minuty i człowiekowi szkoda, że Rastelli po prostu nie mógł puścić go z klubu w zimie. W odwodzie Polak przyda się w razie kontuzji i zawieszeń. O wywalczenie pierwszego składu będzie jednak pieruńsko trudno. Banalnie wygląda droga do tegoż w Sampdorii w przypadku Bereszyńskiego. Bartek po odejściu Pereiry i zważywszy na kontuzję Sali, nie ma przeciwników w walce o wyjściową jedenastkę. Obecnie wymienia się natomiast z Praetem Karol Linetty, który wszedł na drugą połowę. Polacy nic nie zawalili, ale też nie zachwycili. To i tak lepiej niż dopiero co wspomniany Salamon, za którego trzeba trzymać kciuki dużo bardziej niż za dwójkę z Genui. Oni sobie poradzą.

PS Na Marassi zauważono tego popołudnia Sola Campbella. Tego samego, który przed EURO 2012 ostrzegał przed przyjazdem do Polski. Dziwne, że nie bał się przybyć do Italii, bo to, że na zachodzie sobie poradzono z problemem kibicowskich bandytów, to bujda. Wystarczy wspomnieć nie tak dawne spalenie samochodów prezesa Pescary, albo też zaatakowanie auta, w którym na mecz Serie B Hellasu jechali Luca Toni i prezes klubu z Werony. Sol musiał jednak w ostatnich latach zmężnieć. Zapraszamy nad Wisłę, tutaj na pewno nie radzimy sobie z kibolami gorzej niż we Włoszech! ;)

PPS Quagliarella odpowiedział w tym meczu Patrykowi Schickowi, który coraz mocniej naciska na Włocha i wydawać by się mogło, że wkrótce na stałe zajmie jego miejsce w ataku. Może i Fabio stary, ale wciąż jary i nie będzie mu jakiś Czech chuchał i dmuchał w plecy. Co to, to nie. Zresztą, wszyscy wiemy, że młody napastnik Sampy musi wchodzić z ławki, by błyszczeć. Choć w sumie w niedzielę wszedł i nie zaświecił. No cóż, zdarza się.

PPPS Może goli mało, ale za to kartek dużo. Coś za coś/zawsze coś:


A JA MU WTEDY MÓWIĘ…
… Sinisa, z taką obroną, to Roma was rozdupcy. No nie było tak, nie było? Toż tydzień temu mówiłem. Ot, nie posłuchał i stało się. Nie bądźcie jak Sinisa, bądźcie mądrzy. Poważniejąc jednak – w tydzień zbyt wiele zrobić się nie da i było to widać na Olimpico. Roma rywala chwyciła, przeżuła i wypluła, sama się przy tym dziwiąc, że ścierwo zdołało się jeszcze odgryźć i dla pewności dobiła ofiarę na 4:1. Bo mogła. A mogła tego wieczoru właściwie wszystko. Tak wygląda drużyna, której przekleństwem jest Juventus. Ach, ależ to byłby sezon, gdyby Juve zniknęło z widnokręgu, a rzymianie z neapolitańczykami biliby się o Scudetto. Miejmy nadzieję, że przynajmniej różnica dzieląca goniącą dwójkę z uciekającym mistrzem będzie topnieć. Nawet jeśli nie w tych rozgrywkach, to w kolejnych latach. Dajcie nam trochę więcej emocji, proszę!

Patrząc na potencjał ofensywny giallorossich nie można zapominać, że aż trzech atakujących rzymianie wypożyczyli w tym sezonie właśnie do Torino – mowa o Falque, Ljajiciu i niedawno Iturbe. A wciąż straszą jak nikt inny (no, może Napoli) w Serie A. Jest moc. Edin Dzeko nie zwalnia tempa, znowu trafił do siatki, równie mocno na swoją pozycję nie tylko w zespole, ale i Europie pracuje Radja Nainggolan, nieźle wszystkich dopełnia El Shaarawy, a Salah…

Mohamed Salah to jeden z tych piłkarzy, których wyjazd na Puchar Narodów Afryki nie zmęczył. Gość dalej pomyka jak antylopa na skrzydle i właściwie nie ma obrońcy w Serie A, który byłby w stanie dotrzymać mu kroku. Egipcjanin jest tak mordercza solówka metalowa – niby słyszysz muzykę, niby wiesz skąd się wydobywa, ale za palcami tańczącymi po gryfie nie nadążysz. Chyba, że masz równie zręczne palce. Podobnie z defensorami – MOŻE IM SIĘ WYDAWAĆ, że dadzą Salahowi radę. Może. Największym wrogiem tego chłopaka jest bowiem on sam. Wciąż zdarza mu się opuścić pojedyncze nuty, przez które nie wypada z melodii, ale zgrzyty są słyszalne. Niemniej, jeśli nie będzie jeźdźcem bez głowy, jeśli poza szybkimi nogami wykorzystywać zawsze będzie również mózg, to Roma będzie miała z niego pociechę na lata… albo sporą kasę.

(Przepraszam, cały akapit zainspirowany został słuchaniem muzyki dla pobudzenia. Jakiej? Ano jedynej w swoim rodzaju:

)
Z trybun Olimpico wyczyny Egipcjanina, ale przede wszystkim Włochów z obu ekip, oglądał selekcjoner Squadra Azzurra, Giampiero Ventura. Jednocześnie były wieloletni trener Byków. No cóż, za jego czasów, szczególnie pod koniec, również bywało różnie. Ciekawy natomiast jestem, czy trener kadry zauważył coś niepokojącego u Andrei Belottiego. Spotkałem się bowiem z opinią (kompletnego anonima, nie wiem nawet, czy facet ma kwalifikacje do realnej oceny sytuacji), że Kogut ma… skoliozę i pod koniec kariery dostanie przez to ostro po tyłku. To tak a propos dziwnych miejsc w Internecie/ na Twiterze.

Nie najlepiej ma się, co do tego nie ma wątpliwości, Florenzi, który ledwie zaczął treningi po zerwaniu więzadła… i już wrócił pod nóż. Spieszono się z powrotem? Czy to po prostu pech? Jakby nie było, piłkarza odwiedziła ostatnio cała drużyna, by dodać mu otuchy. Ja również życzę mu wszystkiego najlepszego i szybkiego (choć przemyślanego) powrotu na boisko. Jednocześnie jednak cały czas myślę o Arku Miliku, który także błyskawicznie doszedł do siebie po poważnym urazie i mam nadzieję, że jego rekonwalescencja nie przebiegła zbyt szybko. Okej, postraszyłem, a teraz wszyscy odpukujemy w niemalowane.

(powiedziałem – wszyscy!)

Choć biorąc pod uwagę, że Maxi Lopez wrócił do składu Torino, można przyjąć, że wszystko w futbolu jest możliwe i nawet najgorsza sytuacja może się odmienić. Dość napisać, że Argentyńczyk jest otyły i Mihajlovic jasno zapowiedział, że ten nie wróci do składu, póki nie schudnie. Może nieco zrzucił, bo na boisko wyszedł… i strzelił bramkę. To dopiero jest piękna historia moi drodzy. Dla każdego istnieje szansa, nie ważne, czy jesteś gruby czy chudy, niski czy wysoki. Liczy się to… czy Sinisa na Ciebie postawi. Reszta należy tylko do Ciebie.

Tak musiał pomyśleć zawodnik Romy, Paredes, tyle że w kontekście Spallettiego. Zdolniacha, podobna półka co nasz Zieliński, wspólnie grali w Empoli, pardon – czasem nawet wymiatali. Bodaj po raz pierwszy strzelili gola w jednej kolejce. I o ile nasz rodak miał sporo szczęścia, bo doszło do rykoszetu, to Paredes niczego nie pozostawił przypadkowi. Jak to się mówi? Wbił gwoździa? Tak, wbił. W beton.


Wiecie, co najbardziej cieszy po spotkaniu Romy z Torino? Przyszła kolejka i starcie rzymskiej ekipy z Interem. Ależ to będzie napakowany weekend!

WSIĄŚĆ DO POCIĄGU…
… a miejsce tylko jedno. Bili się o nie Fiorentina z Milanem. Wygrali drudzy, choć nie zachwycili. Mam wrażenie, że dość często zdarza mi się pisać te słowa o rossonerich, jednak ci wciąż punktują, a koniec końców to się liczy. To Milan jest maszynistą pociągu do Europy, który właśnie odjechał Violi. Strata jest już chyba zbyt wielka, choć z drugiej strony – skoro florentczycy nie potrafili ugryźć rywala w słabiutkiej w jego wykonaniu drugiej połowie, to może po prostu nie zasługują na LE? W tym momencie równie duże szanse, co na rozgrywki pocieszenia, mają piłkarze Sousy na Ligę Mistrzów. Wszak trzeba jedynie wygrać obecną edycję byłego Pucharu UEFA. Do zrobienia? Nie, podobnie jak odrobienie strat do czołówki.

Oczywiście nie można nie wspomnieć o oczywistych błędach sędziego. Będzie krótko i rzeczowo – Chiesa, Bacca i może nawet Gustavo Gomez. Wszyscy wiemy, o czym piszę i w tym miejscu się zatrzymam, by choć minimalnie pozostać przy tym, co pisałem niedawno – staram się nie komentować pracy arbitrów. Do tego potrzebne byłoby osobne podsumowanie i dwa razy więcej czasu niż ten, który poświęcam na „Mrużąc oczy…”.

A jak długo nie przyglądałbym się niektórym sytuacjom, jak bardzo nie starałbym się być obiektywny – i tak znajdzie się ktoś o innym zdaniu, kto zarzuci mi stronniczość. Już pomijam fakt, że w takich sytuacjach zazwyczaj posiłkuję się tym, co mówią eksperci w tej dziedzinie. Niemniej swój rozum mam również, ale jak wszyscy – jestem tylko człowiekiem. Dość jednak o tym, wróćmy do Mediolanu.

Pierwsza połowa była bardzo dobra z obu stron. Działo się sporo, obie drużyny trafiały do siatki i ogólnie można było pokazać mecz osobie postronnej, a istniałaby spora szansa, że ta zainteresowałaby się calcio. W drugich 45 minutach grała już jednak tylko jedna drużyna – Milan wyłączył się, a raczej włączył autopilota, na którym chciał dograć pojedynek i dowieźć komplet do ostatniego gwizdka. Sztuka się udała, choć niesmak pozostał. Inna sprawa, że rossoneri byli lepsi przed przerwą. Ponownie z dobrej strony pokazała się dwójka Deulofeu-Pasalic. Tym razem asystę zaliczył ten drugi, po świetny odbiorze na połowie Fiorentiny, a gola strzelił „rezerwowy Evertonu”. Fatalny występ (wiem, sam jestem fatalny) zaliczył natomiast, ponownie, Carlos Bacca. Gdzieś tam dreptał, gdzieś tam biegał, ale jakby grał zupełnie inny mecz niż pozostali zawodnicy (obu drużyn). Na ten moment Kolumbijczyk jawi się jako człowiek zbędny w wyjściowej jedenastce. Dawać Lapadulę, on przynajmniej walczy.

Jeśli ktoś rzucił się w oczy w złym świetle u gości, to na pewno Carlos Sanchez. Niedawno mówił, że nowa pozycja w obronie bardzo mu się podoba i wiecie co? Niech już na tyłach lepiej pozostanie, bo jego wyczyn z przodu boiska w pierwszej połowie to była tragedia. Valero zagrał mu piłkę na nos, a zawodnik Violi pomylił się w sposób, jakiego mógłby mu pozazdrościć sam Rodrigo Palacio. Kto widział, ten wie. Kto nie widział, ten stracił chwilę śmiechu.
Co do samego Milanu natomiast – czy rossoneri dogonią puchary? To pytanie podchwytliwe, bo trudno powiedzieć, czy podopieczni Montelli złapali Regio czy może InterCity. Jak to mówią, w obu dojedzie się do celu, jednak czas przyjazdu jest różny. Póki co sporo przemawia przeciwko ekipie z San Siro. Plaga kontuzji, Gomez w defensywie, przejęcie klubu trwające bez mała dwie dekady. Można by jeszcze długo wymieniać – kibice klubu z Mediolanu widzą o tym najlepiej. Stąd pytanie do nich na koniec – wierzycie?
________________________________________
Następny weekend za nami, a dokładny obraz tego, o co chcę Was zapytać w ankiecie, już układa się w mojej głowie. Bądźcie czujni!

Więcej moich przemyśleń możecie znaleźć na mojej stronie na Facebooku i na Twitterze. Wbrew pozorom praca zawodowa na „Mrużąc oczy…” się nie kończy!

PS Wypociny niepiłkarskie do zobaczenia tutaj. Również zapraszam :)

OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 18 komentarzy

mateo_b | 20.02.2017 08:32

Tomku, mam wrażenie - pewnie będziesz próbował mnie z tego wybić, że nie lubisz Milanu i opisy ich meczów są dość nieobiektywne. Nie piszę tego na podstawie tej kolejki, bo czytam Twoje felietony co kolejkę w poniedziałek rano ;) Co do tego wpisu, to ode mnie: - Bacca fatalny? Przesadzasz. Ok, nie miał 5 okazji itd... ale wczoraj wyjątkowo dużo walczył, pressing, nie nazwałbym tego występu fatalnym. Co więcej wcześniej robił Lapadula? Nie wiele, no i marnował 200% okazje. Obecnie w Milanie po prostu brakuje kozaka w formie na "9" i tyle. - Sędziowanie w ostatnich meczach, praktycznie w całym 2017, jest fatalne i to niestety przeciwko Milanowi. Z Violą gdyby liniowi byli ogarnięci,  skończyłoby się 2-0/3-1 i nie byłoby nerwów. Dla kibica jest to już troszkę wkurzające, bo poziom sędziowania w Serie A niestety jest kiepski, ale mogłyby te błedy się chociaż równoważyć.. ;)

TLubczynski | 20.02.2017 11:08

@mateo_b Nigdy bym nie powiedział, że Milan obrywa, zgodnie z tym, co napisał Pryqqq, więcej od innych. Jeśli przez cokolwiek mógłbym być nieobiektywny to przez to, że chciałbym, by rossoneri znaczyli więcej w Serie A :)

@Pryqqq Może faktycznie coś w tym jest. Kogo Ty byś widział w roli winowajcy/ów? :)

@DaHorse_ACM Cała przyjemność po mojej stronie ;)

A sędziowie, jak sędziowie - czekamy na powtórki wideo i mecze trwające po 120 minut!

NewMaldini | 20.02.2017 11:22

@DaHorse_ACM

Nie przesadzaj. Nie było i nie jest po równo. Sędzia dał Violi nieporównywalnie więcej do Milanu. To bramka Violi została uznana po spalonym i to Bacca poprawnie wyszedł sam na sam. Wiadomo, że sam na sam to jeszcze nie gol, ale czerwo (za co?) dla Gomeza też nie dało by od razu punktów gościom. Trochę obiektywizmu...

Żeby daleko nie wybiegać w przeszłość - mecz z przed tygodnia i karny do "nurze" Immobile. Przypominam, że zakończyło się 1:1...

Jakiś czas temu obiecałem sobie, że przestanę narzekać na sędziów, bo przy dobrej ekipie nawet sędziowie nie zamieszają, ale nosz kur... Jak tu nie narzekać? To ile razy zostaliśmy w tym sezonie okradzeni wybiega poza ligowe standardy.

Interista1987 | 20.02.2017 11:32

Ja uwazam, ze zmiana za 3 pkty dla Interu to bylo wejscie Banegi.
Barbosa tylko byl gdzie napastnik byc powinien i dostawil noge.
No ale z drugiej strony gdyby tam byl Palacio to nie skonczyloby sie golem raczej.

TLubczynski | 20.02.2017 12:08

@Interista 1897 Dokładnie tak, jak piszesz, choć Banega super zmiana.

@Pryqqq Stefan pewnych ograniczeń nie przeskoczy, niestety, Kwadwo również. Choć on, mam wrażenie, popsuł się po kontuzji?

OGŁOSZENIE

Od tej chwili, oficjalnie ja moderuję komentarze pod "Mrużąc oczy...". Komentarze nie będą już znikać ni stąd, ni zowąd. Ale wiadomo - nie przeginajcie. Szanujmy się wzajemnie ;)

venomik | 20.02.2017 12:21

Panowie, chyba nie chcecie powiedzieć, że Asamoah w ostatnich meczach gra słabo? Wręcz przeciwnie przecież, prezentował się bardzo dobrze.
Więc skoro Tomek ma argumentować co wczoraj w Juve nie funkcjonowało idealnie to na pewno nie można wskazać ,a Asamoah, który należał do najlepszych na boisku i chyba tylko strzelcy bramek zasłużyli na wyższą notę.

TLubczynski | 20.02.2017 12:36

@venomik Ja odnoszę się do ogólnie Kwadwo po kontuzji. Co do ocen, to tak wyglądały od La Gazzetta dello sport: i.imgur.com/f8mG7u6.png

Belzebub | 20.02.2017 13:00

Jasne że 5-te miejsce jak najbardziej realne dla Milanu. Tym bardziej że walczą o nie z Atalantą i Lazio, a nie z Romą czy Napoli. Pierwsze 4 miejsca raczej rozdane, obsadzone przez 4 najmocniejsze kadrowo ekipy w Italii.

Ja tam wierzę, że 5-te miejsce jak najbardziej realne. Może i kadrowo teraz słabo, ale zespół Montelli ma charakter i jaja. Nie pękają, grają o swoje zawsze i na maksa. Więc nie ma co załamywać rąk, bo szansa na powrót do Europy jest.

WiernyFCI | 20.02.2017 13:03

Mecz Inter vs juve nie wypowiedziales sie na temat bledow sedziego,wrecz sie od tego odcieles,napisales ze nie bedziesz ocenial pracy sedziow,a tu prosze blad arbitra na korzyść Interu i odrazu o tym piszesz.Jestem mocno zniesmaczony takim podejsciem.

A teraz powiedz nam jakiej wloskiej druzynie kibicujesz prosze.

TLubczynski | 20.02.2017 13:33

@WiernyFCI Kibicuje pojedynczym piłkarzom, jeśli już. Z Interu przepadam za Handanoviciem, Gagliardinim czy Perisiciem (od czasów BVB :)). Sympatyzowanie z całym klubem nie jest dla mnie, po prostu.

Do błędu sędziego odniosłem się z dwóch powodów:

1) Był kuriozalny - Eder po prostu kopnął rywala, śmiesznie to wygląda na powtórkach
2) To druga kolejka z rzędu, gdy Donadoni ma na co narzekać i chcąc nie chcąc, pisząc o nim musiałem o to zahaczyć.

Nie zawsze da się odciąć w 100% od błędów. Zaznaczyłem to równie wyraźnie w ostatnich podsumowaniach :)

@Pryqqq też się cieszę, bo chyba każdemu przeszkadzały te nagłe czystki w komentarzach. Mam nadzieję, że teraz to ustąpi raz na zawsze

[Tak, ale tylko pod tym artykułem. Nie pozwolę na chamstwo. Chyba, że Pan mnie zastąpi pod resztą. Moderator]

@Belzebub Wiadomo, powrót do Europy to ważny sygnał dla kibiców i całego klubu, ale czasem się zastanawiam, czy LE to nie jest czasem kula u nogi, gdy drużyna próbuje wrócić do absolutnej czołówki w lidze?

WiernyFCI | 20.02.2017 14:01

Moim zdaniem powinienes byc konsekwetny i albo pisac o tych bledach zawsze albo wgl.
Wolalbym bys pisal o tym zawsze,a tym bardziej o tak znaczacych spotkaniach,o ile moge przymknąć oko na nie pisanie o kontrowersjach z meczu beniaminkow,to nie moge go przymknac na spotkania takiej rangi.Szczrze to liczylem na to ze cos napiszesz na ten temat ale ty kompletnie sie odcieles nie narażając siebie na krytyke.

ps.jakos to do mnie nie trafia ze osoba tak zaangażowana w seriea nie sympatyzuje z żadną włoska drużyną.

venomik | 20.02.2017 14:01

Tak właściwie to dlaczego ma nie być nic o sędziach?

TLubczynski | 20.02.2017 14:33

@WiernyFCI Nie zmuszę Cię, byś mi uwierzył, co do braku sympatii klubowych. O dziwo, od dziecka kibicowałem pojedynczym piłkarzom. Jak choćby Dudkowi - póki ten grał w Liverpoolu, życzyłem dobrze The Reds, ale straciłem zainteresowanie nimi od razu po odejściu Polaka.

Co do konsekwencji - pewnie i masz rację, ale z drugiej strony tylko krowa nie zmienia poglądów. No i w akapitach o Milanie pisałem:

"Oczywiście nie można nie wspomnieć o oczywistych błędach sędziego. Będzie krótko i rzeczowo – Chiesa, Bacca i może nawet Gustavo Gomez. Wszyscy wiemy, o czym piszę i w tym miejscu się zatrzymam, by choć minimalnie pozostać przy tym, co pisałem niedawno – staram się nie komentować pracy arbitrów. Do tego potrzebne byłoby osobne podsumowanie i dwa razy więcej czasu niż ten, który poświęcam na „Mrużąc oczy…”.

A jak długo nie przyglądałbym się niektórym sytuacjom, jak bardzo nie starałbym się być obiektywny – i tak znajdzie się ktoś o innym zdaniu, kto zarzuci mi stronniczość. Już pomijam fakt, że w takich sytuacjach zazwyczaj posiłkuję się tym, co mówią eksperci w tej dziedzinie. Niemniej swój rozum mam również, ale jak wszyscy – jestem tylko człowiekiem. Dość jednak o tym, wróćmy do Mediolanu."

@venomik Jakiś czas temu dałem takie info w podsumowaniu:

"Ostatnimi czasy mam wrażenie, że musiałbym skupiać się głównie na błedach, a i tak pewnie bym czegoś nie wyłapał i tak dalej. Niemniej – w komentarzach macie w dalszym ciągu pełną wolność, krzyczcie na Rocchiego i wszystkich innych do woli, ja też może czasem się na ten temat wypowiem. W podsumowaniu moje stanowisko jest jednak proste – arbitrzy mylić będą się zawsze, przeciwko każdemu i na korzyść każdego. To nie zmieni się nigdy, więc z utęsknieniem czekam na wprowadzenie powtórek wideo. Tylko one mogą nas uratować. "

Meryl72 | 20.02.2017 17:22

Stwarzamy sobie tyle okazji strzeleckich, a gole zdobywamy po jakiś rykoszetach czy stałych fragmentach gry i to na dłuższą metę nie przejdzie.

Ciekawe czy Ranocchia został już ulubieńcem kibiców Hull City : }

ssc1926 | 21.02.2017 13:09

W Mediolanie zmienia się na lepsze, dla dwóch klubów. Oba stać na to, by powalczyć o europejskie puchary. Viola przegrała kolejny ważny mecz (po Romie) i faktycznie pociąg z napisem Europa League odjeżdża.
Roma dzielnie broni drugiego miejsca - po wspomnianej Violi i Byki zainkasowały "czwórkę". Nowa- stara miotła zadziałała w Pescarze. Tyle, że uważam, iż będzie to równie krótkotrwałe jak w Palermo.
Gasperini i spółka - bardziej efektownie czy po cichu, ale robią dalej swoje, czyli dobrą robotę w tym sezonie.
Napoli - wygrana po ciężkim gatunkowo i przegranym starciu w Madrycie, na Bentegodi cieszy. A co za tym idzie kolejna partia Zielińskiego na solidnym poziomie. Pavogol zagrał i ... póki co tyle wzmianki o nowo pozyskanym napastniku...
Bologna - zespół będący w otchłani rozpaczy i niskiego morale. I tak z kolejki na kolejkę. A kilka tygodni temu było jeszcze całkiem wesoło i ciekawe perspektywy zadomowienia się na stałe w ligowej dziesiątce. Chyba już "po ptokach".

camara | 21.02.2017 15:45

Zdecydowanie najpiękniejszy do oglądania i pod względem jakości strzelanych goli mecz Romy z Torino co bramka Rzymian to piekniejsza a uderzenie Momo w slupek czy nawet niecelny strzal Lukicia hmmm nie wspominam już o golach omo czy PAredesa czy Naingollana :D bajka

LukaPawlik | 21.02.2017 17:08

Tymczasem o piłce w polskim wydaniu, jeśli macie ochotę, to możecie przeczytać tutaj -> http://www.ligapolska.pl/344291-lig owe-hahaha-22-kolejka-lotto-ekstrak lasy.html :) Siłą rzeczy mniej, bo jednak kolejka ligowa w Polsce ma osiem, a nie dziesięć spotkać, ale też znaków trochę się uzbierało. Cykl będzie się rozwijał ;) Zachęcam do lektury :)

DaHorse_ACM | 23.02.2017 12:01

@TLubczynski/Moderator

Dobre wieści z tym moderowaniem. Jestem bardzo ciekaw, cóż tak chamskiego napisałem, co sprawiło iż mój komentarz się zdematerializował...

Jeszcze słowo odnośnie kwestii sędziów. Ustalmy jedno - mylili się, mylą i będą się mylić, nawet jak już zostaną wprowadzone weryfikacje video. A czy Tomek ma ochotę/potrzebę o konkretnej sytuacji pisać, to zależy tylko i wyłącznie od... TOMKA! Ludzie, doceńcie tak rzadki w dzisiejszych czasach profesjonalizm dziennikarski, przestańcie szukać dziury w całym. Ileż można czytać fochy kibiców poszczególnych klubów, bo w jednym tygodniu o czymś nie było napisane, a w tym było napisane za dużo...

Wyluzujcie trochę. One love!



seriea.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy